niedziela, 2 października 2016

"Uratuj mnie" Anna Bellon [recenzja książki]


O "Uratuj mnie", najnowszym polskim YA było głośno na długo przed wydaniem książki. Wielu czytelników znało już tę opowieść w trochę innej wersji z Wattpada i wiedziało czego się spodziewać. Entuzjazm dotyczący tej powieści momentami był aż przytłaczający, a jej bardzo wysoka ocena na Lubimy Czytać potwierdza, że ludziom to się podoba. Moja opinia na temat książki Anny Bellon może być dla wielu dość kontrowersyjna, bo nie do końca rozumiem fenomen tej historii, 
ale o tym przeczytacie w dalszej części tekstu.

Maia to nastolatka, która po śmierci ukochanego brata postanowiła odciąć się od wszystkich przyjaciół i znajomych. Zamknięta w szczelnej skorupie pielęgnuje swoją tęsknotę i ból, a wzniesionego przez nią muru nikomu nie udaje się przebić.
Kyler to chłopak, który początkowo wydaje się być buntownikiem, typowym "bad boyem", ale szybko okazuje się, że to całkiem sympatyczny nastolatek.
Z jakiegoś powodu Kyler od początku bardzo chce zaprzyjaźnić się 
z Maią. Robi wszystko, aby dziewczyna zwróciła na niego uwagę 
i przestała przed nim uciekać. Jak się można domyślić, ich historia sięgnie o wiele dalej.

"Uratuj mnie" to książka, do której podchodziłam trochę jak do jeża. Słowo "Wattpad" na okładce sprawiało, że syrena w mojej głowie wyła naprawdę głośno. Powieść na szczęście nie okazała się gniotem, jednak mam do niej naprawdę wiele zastrzeżeń.
Historia bardzo prosta i schematyczna, opisana w setkach podobnych książek. Praktycznie każde wydarzenie byłam w stanie przewidzieć, tylko jeden raz udało się Autorce mnie trochę zaskoczyć. Tak oczywistych powieści na rynku wydawniczym jest mnóstwo, ale trzeba przyznać Annie Bellon, że jako czysto rozrywkowa lektura, książka sprawdza się dobrze.
Moim zdaniem za mało w "Uratuj mnie" jest muzyki i zespołu, który jest kręgosłupem całej serii Last Regret. Ten wątek jest bardziej tłem dla historii Mai i Kylera i osoby, które właśnie dla muzyki kupią tę książkę, mogą się trochę rozczarować.
Języka Autorki, według mnie, nie powinno się oceniać, nie biorąc pod uwagę, że to jeszcze nastolatka. Anna Bellon ma dopiero dziewiętnaście lat, więc w tej kwestii daję jej trochę fory. Dialogi w książce dostosowane są do wieku jej bohaterów: często są to naiwne słowne przepychanki, zwracanie się do siebie po nazwisku (co mnie strasznie raziło) i  typowe dla nastolatków słownictwo. Mnie ten język nie przypadł do gustu, 
ale myślę, że przeciętny szesnastolatek absolutnie nie zwróci na niego uwagi, bo sam w podobny sposób wyraża się na co dzień.
Niestety, zwróciłam też uwagę na fakt, że po stronie wydawniczej, również nie wszystko zostało dopracowane. W książce trafiłam na wiele literówek, błąd ortograficzny (waCHać się ???) i pomyłkę w imieniu bohatera. W dzisiejszych czasach, kiedy za książkę płacimy zwykle powyżej 30 zł, mamy prawo wymagać, aby jej tekst nie raził nas w oczy niedopracowaniem i nie irytował błędami ortograficznymi w słowach, których pisowni uczyliśmy się w szkole podstawowej.
Podsumowując, "Uratuj mnie" to nie żadne arcydzieło, a raczej zupełnie przeciętna książka, która przypadnie do gustu niewymagającym nastolatkom. Jeśli więc jesteś osobą, która czyta często, zwraca uwagę na język w książce i irytują Cię literówki, raczej odpuść lekturę. Jeśli szukasz typowo rozrywkowej powieści i nie masz dużych wymagań, 
jest szansa, że "Uratuj mnie" Cię usatysfakcjonuje. 

Za książkę uprzejmie dziękuję Wydawnictwu OMG Books!


7 komentarzy:

  1. Mam niestety takie samo zdanie o tej książce. Powinnam zabrać się do pisania recenzji, a coś mnie blokuje. Zanim po nią sięgnęłam czytałam z ciekawości kilka rozdziałów na Wattpadzie i liczyłam, że ta "zmieniona wersja" okaże się naprawdę lepsza...

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda tej przewidywalności i przyznaję, że ja tej książki nie mam w planach. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja muszę przyznać, że książka mi się podobała :) Być może dlatego, że nie oczekiwałam, że wstrząsnie moim światem :) Brałam się do niej jak do zwykłej, małej rozrywki :) wiedziałam też, że autorką jest młoda dziewczyna, więc tu też trzeba inaczej na to spojrzeć :)
    Co do błędów ze strony wydawnictwa to mię mogę nic powiedzieć, bo dostałam egzemplarz recenzencki, w którym zawsze są błędy :)

    Pozdrawiam
    www.myfairybookworld.blogspot.co.uk

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie książka się podobała, choć nie uważam się za niewymagającą nastolatkę. Ale ile osób, tyle różnych opinii :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pewnie nie przeczytam, ale może córka się skusi, zobaczymy. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie ma nic gorszego od błędów w książce.Dlatego już wiem, że nie przeczytam :) Dobrze też wiedzieć, że to powielony schemat.

    OdpowiedzUsuń
  7. Według mnie język typowy dla nastolatków w książkach tego gatunku jest jak najbardziej na miejscu. W sumie ya, opowiada głównie o nastolatkach i to oni też są głównie czytelnikami. Często czytałam polskie książki, w których raził mnie język, który był charakterystyczny dla pokolenia mojej mamy.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za Twoją wizytę! Będzie mi miło, jeżeli zostawisz w komentarzu jakiś ślad po sobie :)