poniedziałek, 5 września 2016

"Sieroce pociągi" Christina Baker Kline [ recenzja książki]


O "Sierocych pociągach" słyszałam wiele dobrego już dawno temu.
Z radością zabrałam się za lekturę, nastawiona na literacką ucztę.
Czy trafiłam wreszcie na coś, w czym się zakochałam? Tego dowiecie się w dalszej części tekstu.

Molly Ayer zostaje przyłapana na próbie kradzieży książki z biblioteki. Dostaje wybór: albo trafi do poprawczaka albo odrobi kilkadziesiąt godzin prac społecznych - posprząta strych wielkiego domu pewnej starszej pani.
Nieoczekiwanie nastolatka i staruszka zaprzyjaźniają się. Molly poznaje niesamowitą historię Vivian i dowiaduje się czym są tytułowe sieroce pociągi. 
Na początku XX wieku tysiące dzieci pozbawionych rodziny zostaje wywiezione pociągami z pogrążonego w głodzie Nowego Jorku na Środkowy Zachód USA. Tam zostają adoptowane i mają rozpocząć nowe życie. Procedura adopcyjna pozostawia jednak wiele do życzenia 
i często kończy się tragedią  dla niewinnego dziecka.

Akcja "Sierocych pociągów" podzielona jest na przeplatające się okresy czasowe: teraźniejszość i przeszłość. Mnie o wiele mocniej zainteresowały wątki dotyczące młodości Vivian i tego co przeszła kilkadziesiąt lat wcześniej. Ciężko sobie wyobrazić warunki, 
w jakich żyły niektóre amerykańskie rodziny na początku XX wieku. Ciągły głód, chłód i brud były wyznacznikami życia Vivian przez wiele smutnych dni. Rodziny, które decydowały się na adopcję, najczęściej szukały po prostu dodatkowych rąk do pracy, nie dając w zamian praktycznie nic. 
Cała opowieść jest tym bardziej wstrząsająca, że sieroce pociągi istniały naprawdę. W latach 1853-1929 aż 250 000 amerykańskich sierot trafiło za pośrednictwem tej akcji do rodzin zastępczych. Pojawiały się głosy w środowisku, że to "nowa forma niewolnictwa" i nie wszyscy byli jej zwolennikami. Zdarzało się jednak, że dziecko trafiało do rodziny pragnącej je pokochać i obdarzyć opieką. Taki maluch miał wielkie szczęście i faktycznie rozpoczynał nowe, lepsze życie.
Nastawiałam się na to, że książka mnie wzruszy i będę przy niej płakać. Nic takiego się jednak nie stało. "Sieroce pociągi" okazały się być wstrząsające, ale nie udało mi się na tyle zżyć z bohaterami, abym była w stanie zapłakać nad ich losem. Powieść bardzo mi się podobała i na pewno długo będę pamiętać o wydarzeniach, które opisuje autorka, jednak nie zaliczę jej do tych wyjątkowych perełek. Brakowało mi tego, że nie umiałam zaangażować się w tę historię całym sercem i do końca pozostawałam lekko zdystansowana, pomimo tragedii Vivian.
"Sieroce pociągi" to książka, którą powinien przeczytać każdy. Myślę, że z czasem ta powieść trafi do kanonu literatury klasycznej i będzie czytana przez wiele pokoleń. To nie jest książka, która ma nieść tylko rozrywkę, jej zadanie sięga o wiele głębiej. Autorce udało się stworzyć  historię, o której ciężko zapomnieć i jej echo rozbrzmiewa w głowie długo po skończeniu czytania.


Za książkę uprzejmie dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca!


1 komentarz:

  1. chciualabym przeczytac aby samemu doswiadczyc to co sie tam dzialo :) swietna recenzja! pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za Twoją wizytę! Będzie mi miło, jeżeli zostawisz w komentarzu jakiś ślad po sobie :)