środa, 7 września 2016

"Czarne światło" Marta Guzowska [ przedpremierowa recenzja książki]


Nazwisko Marty Guzowskiej było mi znane od jakiegoś czasu za sprawą entuzjastycznych filmików Anity z Book Reviews. Wiele książek za sprawą Anity już przeczytałam i większość naprawdę przypadła mi do gustu, musiała więc nadejść też kolej na Martę Guzowską. 

Znany na całym świecie antropolog Mario Ybl prowadzi wykopaliska w małym miasteczku niedaleko Warszawy.  Miała to być zupełnie rutynowa sprawa, okazało się jednak, że archeolodzy odkopali kilka bardzo interesujących antywampirycznych pochówków. 
Miejscowy proboszcz namawia mieszkańców do buntu i wygonienia naukowców z miasta pod pretekstem obudzenia Złego. Jak na złość ktoś zaczyna niszczyć groby, malując na nich satanistyczne hasła, 
a odkopane szkielety znikają w niewyjaśnionych okolicznościach.
Podejrzenia padają na młodego chłopaka, Maurycego, który cierpi na dziwną chorobę: podobnie jak wampir nie może wychodzić na światło słoneczne.


Niewątpliwie Mario Ybl to jedna z najbardziej charakterystycznych postaci polskiej literatury. Irytujący, bezkompromisowy, do bólu szczery, cyniczny, obdarzony niesamowitym poczuciem humoru i panicznie bojący się ciemności. Jako główny bohater książki, nadaje jej smaku 
i sprawia, że lektura przebiega o wiele przyjemniej. Nie chciałabym jednak nigdy poznać Maria osobiście, bo w realnym życiu na pewno bym go nie polubiła. To nie jest osoba, którą chcielibyście mieć za przyjaciela, a tym bardziej za partnera. Pojęcia jak lojalność, wdzięczność czy miłość są mu zupełnie obce. Cięty język Maria i jego riposty często sprawiały, że się uśmiechałam i pod nosem mamrotałam sobie, 
że muszę przeczytać wszystkie powieści z tym bohaterem w roli głównej. 
Myślę, że postać antropologa nie każdemu czytelnikowi przypadnie do gustu i wielu, zamiast go polubić, znienawidzi do bólu. Mario to osoba wzbudzająca skrajne emocje i pomimo, że jego postać jest dla mnie zaletą tej książki, to widzę jak wielkim jest egoistą 
i często, po prostu chamem.

Niestety, pomimo plusa pod postacią profesora Ybla, książka ma też kilka dość istotnych wad.
Jak dla mnie jej potencjał nie został do końca wykorzystany. Widać, 
że autorka potrafi świetnie pisać, włada językiem w swobodny 
i niewymuszony sposób, ale akcja powieści została poprowadzona jakby na pół gwizdka. Przez dużą część książki niewiele się dzieje i gdyby nie genialna postać Maria, czytanie tego bardzo by mi się dłużyło. Dopiero pod koniec powieści wydarzenia nabierają tempa, ale to i tak nie jest ta siła uderzenia, jakiej oczekiwałam.
Nie podobało mi się też to jak został poprowadzony wątek Maurycego, ale ostrzegam, że w tym fragmencie znajdziecie SPOJLER : za nic nie potrafię zrozumieć dlaczego jego narzeczona przez tyle dni nie zgłosiła na policji zaginięcia chłopaka! Dlaczego powierza poszukiwania antropologowi i tak naprawdę prawie się sprawą nie interesuje??? 
W realnym życiu w ciągu maksymalnie 24 godzin Ruda znalazłaby się na komisariacie, żeby zgłosić zaginięcie Maurycego, a nie czekała na cud, tym bardziej, że została sama z małym dzieckiem, a Maurycy nie mógł za dnia przebywać poza domem. KONIEC SPOJLERA

Kolejną rzeczą, która przeszkadzała mi w niezakłóconym odbiorze historii był specjalistyczny język, którym w niektórych miejscach posługiwał się profesor Ybl. Nigdy nie miałam styczności z archeologią ani antropologią, a książka nie jest przecież skierowana tylko do osób, które miały jakąś kontakt z tymi dziedzinami wiedzy. Przydałyby się więc może odnośniki do łacińskich wyrażeń, tłumaczące ich znaczenie, bo dla laika te niezrozumiałe słowa są naprawdę dużą niedogodnością podczas czytania książki.

Podsumowując, "Czarne światło" to powieść, która znajdzie swoich zwolenników, ale będą też tacy, którym może nie przypaść do gustu. Dla mnie najsilniejszym jej punktem jest postać głównego bohatera, dla którego jestem skłonna sięgnąć po inne książki Marty Guzowskiej. Sama fabuła jednak pozostawia sporo do życzenia i wymaga konkretnego "podkręcenia", bo miejscami nuży i zniechęca do dalszej lektury. 
Daleka jestem od entuzjastycznych zachwytów nad powieścią, 
ale nie jest to też książka zła. Jeżeli będę miała okazja, z pewnością zapoznam się z innymi tytułami autorstwa Marty Guzowskiej.

Premiera książki 14.09.2016 .

Za książkę uprzejmie dziękuję Wydawnictwu Burda Książki!




3 komentarze:

  1. Zainteresowałaś mnie tą książką i bardzo chętnie ją przeczytam ;)
    Pozdrawiam i zostaję u ciebie na dłużej ;) Zapraszam również do siebie :) http://literacki-wszechswiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja niestety zaliczę się do tych, którym książka nie przypadła do gustu.

    Pozdrawiam,
    Czytaninka

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, że tak zauważalny jest przestój w akcji. Twórczość autorki nadal przede mną i myślę, że kiedyś będę ją chciała sprawdzić na sobie. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za Twoją wizytę! Będzie mi miło, jeżeli zostawisz w komentarzu jakiś ślad po sobie :)