poniedziałek, 29 sierpnia 2016

"Zimne ognie" Simon Beckett [recenzja książki]



Nazwisko Simona Becketta większości kojarzy się chyba z serią, której pierwszym tomem jest wychwalana wszędzie "Chemia śmierci". Nie miałam okazji tych książek jeszcze czytać, 
ale słyszałam o nich mnóstwo dobrego. Kiedy więc zobaczyłam nazwisko Becketta na okładce innej powieści, bez wahania po nią sięgnęłam. "Zimne ognie" okazały się jednak czymś innym niż oczekiwałam. Chyba już za dużo thrillerów i kryminałów w życiu przeczytałam, żeby ta książka miała szansę powalić mnie na kolana.

Kate to kobieta, która osiągnęła w życiu sukces. Jest ustawiona zawodowo, niezależna i szczęśliwa. Ostatnimi czasy jednak czuje w swojej codzienności lukę, której nic nie jest w stanie wypełnić. Podczas którejś z rozmów z przyjaciółką bohaterka orientuje się, że pragnie mieć dziecko. Problem leży jednak w tym, że Kate jest singielką i wcale nie ma ochoty tego stanu rzeczy zmieniać. Przypadkiem trafia na artykuł w gazecie, który mówi o zapładnianiu kobiet nasieniem anonimowych dawców.  Bohaterka sama postanawia takiego dawcę dla siebie znaleźć. W tym celu daje ogłoszenie do gazety. Nie wie jeszcze, że właśnie uruchomiła śmiertelną lawinę, której nie da się zatrzymać...

"Zimne ognie" to książka, która idealnie nada się dla osoby, która z rzadka sięga po literaturę kryminalną. Nie jest zbyt brutalna ani specjalnie wymagająca. Dla mnie, niestety, okazała się dość monotonna i przewidywalna, ale to dlatego, że lubię bardziej "krwawe" lektury. Z założenia miał to być thriller psychologiczny, jednak żadna z postaci w książce nie ma dobrze nakreślonego portretu. Autor coś tam próbował zdziałać przy kreacji "czarnego charakteru", ale jak na książkę z gatunku, który w nazwie ma "psychologiczny" to stanowczo za mało. 
Powieść czyta się przyjemnie i szybko, ale cały czas czuć niedosyt. Brakuje porządnego strzału adrenaliny, dobrego punktu zwrotnego. Dla kogoś, kto często sięga po tego typu książki, ta pozycja to pikuś. Nada się świetnie dla kogoś niezaznajomionego z tematem, ale dla starego wyjadacza nie ma tu zaskoczenia ani większych emocji.
Podsumowując, "Zimne ognie" to pozycja dobra jako lektura, od której nie będziecie wiele wymagać. Jeżeli chcecie zacząć przygodę z mocniejszymi gatunkami literackimi, ten tytuł świetnie się nada. Jeżeli jednak zaczytujecie się w książkach kryminalnych i thrillerach, nowy Beckett sprawi, że poczujecie niedosyt i możecie czuć się nieco rozczarowani.

Za książkę uprzejmie dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca!

3 komentarze:

  1. Nie znam się z tym autorem, ale będę to miała na uwadze...

    OdpowiedzUsuń
  2. Autora znam z "Chemii śmierci" i byłam ciekawa jego najnowszej powieści. Szkoda, że tym razem nie zaskakuje. Z pewnością i tak kiedyś sięgnę po tę książkę, ale wcześniej dokończę znany cykl, o którym wspominasz :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam jedną powieść tego autora i na tę też mam ochotę, choć zbiera średnie opinie.

    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za Twoją wizytę! Będzie mi miło, jeżeli zostawisz w komentarzu jakiś ślad po sobie :)