sobota, 23 lipca 2016

"Koniec warty" Stephen King [recenzja książki]



 Długo czekałam na zakończenie trylogii z Billem Hodgesem.  
Jej pierwsze dwa tomy niezmiernie mi się podobały, a kiedy dowiedziałam się, że w ostatniej części King wprowadził nadnaturalne zjawiska, po prostu oszalałam! Wiedziałam, że "Koniec warty" mnie 
nie rozczaruje.

Brady Hartsfield powraca w jeszcze gorszej odsłonie. Bardziej szalony 
i bardziej żądny ofiar. Emerytowany detektyw wraz z Holly i Jeromem znów muszą stawić mu czoła. Tym razem jest jednak o wiele trudniej. Brady posiadł pewne umiejętności, nad którymi ciężko będzie zapanować.

Ci, którzy czytają mojego bloga od dłuższego czasu, wiedzą zapewne, że bardzo lubię Kinga. Nie jestem jednak jego bezkrytyczną fanką 
i niektóre z jego książek potrafiły mnie znużyć. "Koniec warty" do takich nie należy. Powieść wciągnęła mnie od pierwszej strony. Czytałam 
z przejęciem, zaangażowana mocno w losy jej bohaterów. Postać jeszcze bardziej szalonego Hartsfielda została wykreowana w godny Mistrza sposób: przerażająca, i pomimo swych nadprzyrodzonych umiejętności, bardzo realna. Pomimo, że Brady istnieje tylko na papierze, na myśl o nim przechodzą mnie ciarki. Cały pomysł autora na to, jak morderca znajdował ofiary w moim mniemaniu również zasługuje na docenienie. Tym bardziej, że w naszych czasach, kiedy Pokemony nakazują wyjść na spacer, wcale nietrudno byłoby coś podobnego przeprowadzić bez użycia żadnych nadnaturalnych zdolności. W tym tkwi chyba największy plus książek autorstwa Stephena Kinga, 
że zagrożenia w nich zawarte mogą czaić się na nas na każdym rogu.
Spotkałam się kilka razy z zarzutem, że autor niepotrzebnie wprowadził do serii wątek nadprzyrodzony. Dla mnie natomiast jest to duży plus i doskonałe zamknięcie trylogii. Takie rozwiązania to znak rozpoznawczy Kinga i dzięki temu jego książki jeszcze mocniej straszą i zapadają w pamięć.
Tempo akcji w "Końcu warty" jest idealnie wyważone, niezbyt szybkie, ale też nie powolne. Czytelnik nie poczuje się zmęczony natłokiem zdarzeń, ale też nie będzie się nudził.
Jeżeli podobały Wam się "Pan Mercedes" i "Znalezione nie kradzione", to "Koniec warty" również powinien przypaść Wam do gustu. Jak dla mnie, jest to naprawdę dobrze przemyślane zakończenie serii.

Moja ocena:
8/10

Za książkę uprzejmie dziękuję Wydawnictwu Albatros!

4 komentarze:

  1. Dostałam tę książkę na imieniny - czy jest sens czytać czy lepiej zaopatrzyć się w poprzednie tomy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musisz przeczytać poprzednie części... Szczególnie pierwszą, bo tam jest mnóstwo istotnych zdarzeń, do których King nawiązuje w "Końcu warty".

      Usuń
  2. Mnie do Kinga nie trzeba długo przekonywać. Bardzo wysoko go cenię.

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie skończyłam czytać ostatnią część. Powiem szczerze że chce mi się płakać że to już koniec i że King akurat w ten sposób zakończył wątek Kermita. 3 dni pełnych wrażeń i ciągłęgo myślenia kiedy znowu będę mogła usiąść do czytania. Jak dla mnie super.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za Twoją wizytę! Będzie mi miło, jeżeli zostawisz w komentarzu jakiś ślad po sobie :)