niedziela, 17 kwietnia 2016

Mój portfel płacze! BOOK HAUL!



Nie mogłam się opanować. Któregoś dnia po prostu poczułam nieodpartą potrzebę kupienia sobie nowych książek. A że ostatnio na mojej liście pojawiło się parę bardzo przyciągających tytułów...
Nie mogło być inaczej! Oto moje najnowsze książeczki:






Moja kolejka pozycji do przeczytania jest już naprawdę długa 
i dlatego postanowiłam mocno ograniczyć przyjmowanie egzemplarzy recenzenckich. Teraz skupiam się na pięknościach 
z moich półek i nie mogę się doczekać, kiedy je wszystkie przeczytam.
Które z moich zakupów już znacie? Co polecacie w szczególności?
Czekam na Wasze opinie. :)


piątek, 15 kwietnia 2016

"Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie" Jessica Knoll [recenzja książki]



Na długo przed tym, jak "Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie" pojawiła się w księgarniach, było już o niej głośno za sprawą jej promocji. Książka jest porównywana przez Wydawcę do "Zaginionej dziewczyny" i pewnie ze względu na ten fakt wielu czytelników po nią sięgnie. Czy jednak powieść jest tak fenomenalna i zaskakująca, jak ta autorstwa pani Flynn? O tym dowiecie się w dalszej części tekstu.

TifAni FaNelli to młoda kobieta, która ma wszystko: świetną pracę, bogatego narzeczonego i rozmiar 34. Nikt nie domyśliłby się jej przeszłości. Wiele lat temu Ani spotkało w szkole coś strasznego. Do dziś ludzie nie chcą o tym rozmawiać i tego wspominać. TifAni zdaje się już nie pamiętać o wydarzeniach sprzed lat. A może to tylko maska? Dziewczyna staje przed szansą opowiedzenia wszystkim swojej historii w filmie dokumentalnym, opowiadającym o tym, co się wtedy stało. Okazuje się, że bohaterka ukrywa szokującą tajemnicę.

Pannę FaNelli ciężko polubić. Jako młoda dziewczynka była głupia
i naiwna do bólu, popełniała błąd za błędem, aż mi się pięści ze złości zaciskały. Bo która dziewczyna na imprezie z samymi facetami upija się do nieprzytomności? Jak można być tak nieprzewidującą idiotką? TifAni każdym swoim zachowaniem prowokowała kłopoty. Nie wiem, czy to ja jestem już zbyt dojrzała, czy to ona była taką głupią nastolatką?
Jako dorosła kobieta panna FaNelli też nie ma u mnie lekko. Niektóre jej refleksje sprawiały, że otwierałam szeroko oczy ze zdziwienia. Dziewczyna, która myśli, że dzięki pierścionkowi  z dużym kamykiem jest kimś lepszym. Zasady moralne bohaterki też pozostawiają wiele do życzenia.
Jak się jednak okazało w dalszej części książki, wszystko to było po "coś". Autorka doskonale wybroniła swoją bohaterkę, szokując historią, która zaskoczy każdego z Was. 
Wiem, że wydaje Wam się, że podejrzewacie, co tam się mogło wydarzyć, ale uwierzcie, rację macie tylko w małym procencie. 
Kiedy już dowiecie się, co spotkało TifAni, długo o tej książce nie zapomnicie. Ja skończyłam ją czytać ponad tydzień  temu i cały czas myślę o tym, co przeczytałam, bo te wydarzenia zdarza się oglądać nam w programach informacyjnych.
Jessica Knoll w bardzo ciekawy i poruszający sposób pokazuje, 
do czego może prowadzić przemoc w szkole.

"Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie" to nie jest czytadło, 
a książka, którą naprawdę warto przeczytać. 

Przez pierwsze sto stron ciężko było mi wbić się w tę historię, długie rozdziały sprawiały, że lektura wydawała się nużąca, ale gdy autorka zaczyna odkrywać kolejne karty, od książki nie da się już oderwać.

Porównanie do "Zaginionej dziewczyny" moim zdaniem nie ma tu racji bytu. Jeśli wydawnictwa zaczną zestawiać z tą powieścią każdą inną, której bohaterką jest kobieta, zupełnie nie będzie można polegać na okładkowych rekomendacjach. Książka nie ma nic wspólnego z tą autorstwa Gillian Flynn, ale to wcale nie oznacza, że jest od niej gorsza. 
"Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie" to bardzo wartościowa 
i wstrząsająca lektura. Z jej kartek wyziera dużo przejmującej prawdy, 
a historię w niej zawartą ciężko zapomnieć.

Moja ocena:
8/10

Za książkę uprzejmie dziękuję Wydawnictwu Znak  Literanova!

niedziela, 10 kwietnia 2016

"Całkiem zabawna historia" Ned Vizzini [recenzja książki]



Znakiem naszych czasów jest wszechobecny wyścig szczurów, każdego dnia szybsze tempo i większe wymagania wobec siebie. Nie każdy z nas jednak jest w stanie wytrzymać presję i nie załamać się. Bo ile można walczyć o to, żeby ciągle być najlepszym? Ile udźwignąć, żeby życie nie okazało się porażką? 
I co tak naprawdę ma znaczenie? O tym wszystkim możecie przeczytać w "Całkiem zabawnej historii".

Craig to bardzo ambitny nastolatek. Towarzyski, wesoły, 
nie wyróżnia się  niczym szczególnym na tle swoich rówieśników. Może trochę więcej od siebie wymaga, ale czy to źle? Dzięki ciężkiej pracy udaje mu się dostać do wymarzonego liceum, 
ale okazuje się, że dzień, w którym udało mu się tego dokonać był ostatnim normalnym dniem jego życia. Chłopak nie radzi sobie 
z wysokimi oczekiwaniami szkoły, a do tego, jak na złość, jego kumpel zaczyna chodzić z dziewczyną, która Craigowi podobała się już od dawna. To wszystko sprawia, że chłopak już nie czuje radości życia. W pewnym momencie zaczyna czuć ulgę na myśl o śmierci. Tylko ta świadomość daje mu jeszcze energię i zmusza do wstania z łóżka. 
Aż do momentu, gdy Craig bliski jest próby samobójczej i trafia do szpitala dla psychicznie chorych. Dopiero tam udaje się nastolatkowi zrozumieć, co jest w życiu ważne i co da mu szczęście.

"Całkiem zabawna historia" to przede wszystkim bardzo mądra historia, w której nic zabawnego nie ma. Ta powieść idealnie trafia w punkt. Mówi o sprawach, o których w codziennym biegu dawno zapomnieliśmy. Bo w 2016 roku, żeby nie zginąć, trzeba biec na równi ze wszystkimi. Nie ma tu miejsca dla słabych. Poprzeczka jest ustawiona wysoko a naszym celem jest jej nie strącić.
Chorych na depresję bardzo  często traktuję się dziś jak osoby, którym po prostu się nie chce, są leniwe, albo zupełnie niezaradne. Tego poważnego, zagrażającego życiu, schorzenia nie traktujemy 
z należytym szacunkiem. Ned Vizzini uświadamia czytelnikom, 
że depresja jest groźną chorobą cywilizacyjną i musimy być czujni, by jej symptomy u kogoś bliskiego nam nie umknęły.

"Całkiem zabawna historia" to powieść napisana, pomimo niełatwej tematyki, przystępnym i lekkim językiem. Nie jest ciężka w odbiorze, a jej lektura sprawia przyjemność. To jedna z tych wartościowych książek, które zapadają w pamięć na dłużej.
Ten tytuł wart jest przeczytania, choć szczerze przyznaję, że nie wciągnął mnie w swój świat do tego stopnia, że nie potrafiłam przerwać lektury. Jeśli musiałam coś zrobić, po prostu odkładałam książkę na bok i po kilku godzinach spokojnie wracałam do czytania. Niemniej jednak "Całkiem zabawna historia" to pozycja warta uwagi i czas z nią spędzony na pewno nie będzie stracony.

Moja ocena:
7/10

Za  książkę uprzejmie dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska!

środa, 6 kwietnia 2016

"Krwawa wyliczanka"Tony Parsons [recenzja książki]



Do najnowszej powieści autora "Mężczyzny i chłopca" podchodziłam 
z dużą dozą nieufności, ale też zainteresowania. Mało prawdopodobnym było, aby pisarzowi, który do tej pory pokazywał się w zupełnie innej odsłonie, wyszedł nagle doskonały kryminał. Czy Tony Parsons sprostał zadaniu? Tego dowiecie się w dalszej części tekstu.

Detektyw Max Wolfe, główny bohater powieści, prowadzi sprawę zabójstw kilku mężczyzn. Łączy ich sposób w jaki zginęli i fakt, że przed laty byli uczniami tej samej elitarnej szkoły. Okazuje się,że ta grupa kiedyś się bardzo zaprzyjaźniła, było ich siedmiu, teraz z dnia na dzień, ciągle o któregoś mniej... Wolfe zaczyna deptać mordercy po piętach, ale nie wie, że tym samym naraża na śmiertelne niebezpieczeństwo siebie i swoją małą córeczkę.

"Krwawa wyliczanka" to dobra książka, ale nieidealna. Dość często sięgam po literaturę kryminalną i ciężko jest mnie czymś zaskoczyć. Tony Parsons popełnił duży błąd już na samym początku powieści 
i ujawnił zbyt wiele. Od pierwszych stron więc już wiedziałam gdzie szukać mordercy. Mimo tego udało mu się zainteresować mnie fabułą 
i sprawić, że chciałam czytać dalej, aczkolwiek już lekko rozczarowana.
Powieść jest napisana w sposób nierówny: niektóre  fragmenty są zaskakujące,porywające i mrożą krew w żyłach, a inne, mające naprawdę duży potencjał, mocno rozczarowują.
Co do stylu autora nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń. Książka napisana jest lekkim językiem, czyta się ją przyjemnie i nie mam wątpliwości, że Parsons pisać potrafi. Niestety, widać, że kryminał jest dla pisarza zupełnie czymś nowym i nad tym gatunkiem, szczególnie nad budowaniem fabuły, powinien jeszcze popracować.

W ostatecznym rozrachunku oceniam "Krwawą wyliczankę" pozytywnie 
i na pewno sięgnę po kolejne tomy serii, licząc na to, że autor wprawi się w nowym dla siebie gatunku i czymś mnie zaskoczy. Dla osób, które rzadko sięgają po mocniejszą literaturę, ta książka będzie idealnym wyborem. Nie jest zbyt drastyczna, ale dostarcza mnóstwo emocji i zapewnia doskonałą rozrywkę.

Moja ocena:
7/10

Za książkę uprzejmie dziękuję Wydawnictwu Albatros!

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Klucznik

niedziela, 3 kwietnia 2016

Lutowo-marcowy book haul




W lutym nie pojawił się na blogu book haul, bo udało mi się nie kupić wtedy zbyt wielu książek. W marcu jednak już popłynęłam. Oto tytuły, które pojawiły się w mojej biblioteczce w ciągu ostatnich dwóch miesięcy:

Stosik egzemplarzy recenzenckich:


Prezenty z okazji Dnia Kobiet, moich urodzin i powitalna książka z Klubu Książki Kobiecym Okiem:



Trochę zakupów własnych z różnych promocji:



I jeszcze zakupy własne ("Czarne skrzydła" były prezentem, pomyliłam stosik):



Prócz książek widocznych na zdjęciach kupiłam jeszcze "Szklany tron", który zapomniałam sfotografować.
A jak się mają Wasze biblioteczki? Jakie książki do Was ostatnio przybyły?