wtorek, 16 lutego 2016

"Beta" Rachel Cohn [recenzja książki]




"Beta" była dla mnie wyzwaniem i przygodą. Nigdy wcześniej nie czytałam książki o klonach i nie wiedziałam, czy ta tematyka przypadnie mi do gustu. Spodziewałam się po tej powieści wiele. Miałam swoje podejrzenia co do tego, jak wyglądać będzie fabuła.
Mocno się pomyliłam, ale czy to źle? Dowiecie się w dalszej części tekstu.

Wyspa Dominium to prawdziwy raj.  Delikatne i aksamitne powietrze, przyjazna woda w morzu, różowy piasek na plaży i nieziemskie widoki. Zamieszkana została przez wysoko postawionych, bogatych ludzi i ich służbę - klony. Rajska atmosfera wyspy ma to do siebie, że mocno rozleniwia, dlatego tamtejsi mieszkańcy zrezygnowali z ludzkich pracowników, podatnych na otaczające ich uroki. 
Klony nie mają duszy, nie czują, nie buntują się i w doskonały sposób wypełniają swoje obowiązki. Są stworzone po to, by służyć ludziom. 
Główną bohaterką książki jest Elizja. Niezwykle piękna klonka, będąca jednym z pierwszych egzemplarzy klonów nastolatków. Dziewczyna trafia do rodziny gubernatora, gdzie ma służyć  jako towarzyszka 
i opiekunka. Idealnie wypełnia swe obowiązki aż do momentu, gdy poznaje Tahira, najbogatszego chłopaka na wyspie. Z nieznanych powodów Elizja zaczyna czuć, jej serce budzi się do życia, a Tahir staje się sensem jej istnienia. Nikt nie może dowiedzieć się, że dziewczyna czuje. Zostałaby uznana za wadliwą i zdeaktywowana właśnie wtedy, kiedy naprawdę zaczęła żyć.

"Beta" to powieść, którą połyka się w zastraszającym tempie. Główna bohaterka od razu zdobywa serce czytelnika, który od tej pory trzyma za nią kciuki i z przejęciem śledzi jej losy. Z rozdziału na rozdział historia bardziej angażuje i wciąga w swój pozornie rajski świat. Pozornie, bo akcja książki wcale nie dzieje się w raju, a w najbardziej niemoralnym 
i zakłamanym zakątku świata. 
Klony nie mają tu żadnych praw, są traktowane gorzej niż zwierzęta. Stworzone zostały jako zabawki dla swoich właścicieli,są zmuszane do najobrzydliwszych rzeczy, a gdy okażą jakiekolwiek uczucia, 
są zabijane. Na Dominium nie ma miejsca na refleksje i sentymenty, panuje tam nowa forma niewolnictwa i zaręczam Wam, nikt z Was nie chciałby jej doświadczyć.
Podziwiam Rachel Cohn za naprawdę bujną, niczym nieograniczoną wyobraźnię. Świat przedstawiony w powieści jednocześnie zachwyca 
i przeraża, w każdym rozdziale ujawnia swoje nowe oblicze i możliwości. Na tej wyspie możliwe jest wszystko, o ile potraficie to sobie wyobrazić.
Akcja powieści jest wartka i nie ma miejsca na nudę. 
Gdy zaczynałam czytać tę książkę, nie mogłam się oprzeć wrażeniu, 
że bardzo kojarzy mi się ona z "Intruzem" S.Meyer i "Starterem" L.Price. Im dalej czytałam, tym mocniej o tych skojarzeniach zapominałam, 
bo ostatecznie powieść okazała się czymś innym. 

"Beta" ma jednak też swoje wady. Momentami miałam wrażenie,
 że Autorka obejrzała w swym życiu zbyt wiele telenowel i próbuje teraz wszystkie włożyć do tej małej książeczki. Szczególnie duże zastrzeżenia mam do końcowej części historii, gdzie z Elizją dzieje się coś, co zupełnie mi się nie spodobało i było według mnie zabiegiem niepotrzebnym. Nie mogę Wam oczywiście napisać o co dokładnie chodzi, ale myślę, że podczas czytania sami się domyślicie. Samo zakończenie "Bety" jest świetne, doskonale kończy pierwszy tom i rodzi apetyt na następny. 


Jeszcze dziś wieczorem na blogu pojawi się wpis na temat drugiego tomu przygód Elizji! Zapraszam!


Moja ocena:
7/10

Książka bierze udział w wyzwaniu:


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję za Twoją wizytę! Będzie mi miło, jeżeli zostawisz w komentarzu jakiś ślad po sobie :)