poniedziałek, 14 grudnia 2015

"Światło, którego nie widać" Anthony Doerr [recenzja książki]




Od tej książki oczekiwałam naprawdę wiele. To chyba normalne, jeśli weźmie się pod uwagę, że powieść ta została laureatem tegorocznego Pulitzera, a jej autor tworzył ją przez 10 lat. Z góry założyłam, że to nie będzie nic przeciętnego. Nastawiłam się na dobrą literaturę. "Światło, którego nie widać" okazało się 
nie do końca tym, czego oczekiwałam, ale to nie zmienia faktu, że to jest naprawdę dobra pozycja.

Akcja powieści dzieje się w czasie drugiej wojny światowej, częściowo 
w hitlerowskich Niemczech, częściowo w okupowanej Francji w małym miasteczku Saint-Malo. 
Werner to wybitnie uzdolniony niemiecki chłopiec. W dzieciństwie potrafił naprawić każde radio, jako młody chłopak potrafi zbudować odbiornik od podstaw i namierzyć każdą wrogą audycję radiową. Jest ekspertem w swoim fachu.
Marie-Laure to urocza niewidoma dziewczynka, mieszkająca z ojcem w Paryżu. Pewnego dnia wraz z ojcem jest zmuszona uciekać z własnego domu i trafia do Saint-Malo, gdzie przecinają się drogi jej i Wernera.

Książka składa się z króciutkich rozdziałów, które naprzemiennie dotyczą losów dziewczynki albo chłopca. Początkowo trochę ciężko było mi się "wbić" w tę historię, mylili mi się bohaterowie i zaczynałam się gubić. Jednak po kilkudziestu stronach totalnie wsiąkłam w świat wykreowany przez pisarza.
"Światło, którego nie widać" to książkowa piękna i wyjątkowa nie tylko przez temat, jakiego dotyka, ale przede wszystkim poprzez realizację tego tematu. Ta powieść nie jest o wojnie, czy może raczej nie jest TYLKO o wojnie. Opowiada o ludziach, 
o ich sile,odwadze, przyjaźniach, miłościach i o tajemnicy pewnego kamienia. 
Anthony Doerr chwyta czytelnika za serce już na początku swojej opowieści i dotyka tego serca jeszcze długo po jej zakończeniu. Podczas takiej lektury człowiek uświadamia sobie swoje szczęście i docenia, że żyje w czasie pokoju. Taka refleksja potrzebna jest czasem każdemu z nas. 
Kreacja bohaterów w książce jest po prostu mistrzowska. Delikatna i wrażliwa jak motyl Marie-Laure okazuje się być jedną z najsilniejszych znanych mi postaci literackich. Dziewczynka wzrusza czytelnika i wzbudza ogromny podziw i szacunek.
Niejednoznaczny, zagubiony Werner, chłopak z dobrym sercem, z którego potrzeba czasów zrobiła hitlerowskiego żołnierza to kolejny bohater tej książki, którego ciężko mi będzie zapomnieć. To postać, która z jednej strony musi być okrutna, 
bo tego wymaga od niej sytuacja, a z drugiej strony jest dobrym, empatycznym 
i troskliwym człowiekiem.
Lektura  jest doskonała, to tytuł, który powinien przeczytać każdy. Niesie ze sobą nie tylko ciekawą opowieść, ale skłania do refleksji, uczy doceniać to, co mamy 
i cieszyć się życiem.
Warto przeczytać! Będę polecać ją każdemu, bo to jedna z najlepszych książek, jakie czytałam w tym roku.

Moja ocena:
9/10

6 komentarzy:

  1. Ech, a ja się jednak rozczarowałam. Owszem, książka dobra, ale brakowało mi w niej tego CZEGOŚ, co mnie zachwyci. No i książka tez mi wyleciała tydzień po przeczytaniu z głowy...

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna jest, prawda? Interesująca, przejmująca i niesamowicie wciągająca historia, która mimo wszystko pozostawiła we mnie jakaś cząstkę siebie. Czytałam z ogromną chęcią i także polecam ją na każdym kroku :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam tę książkę na półce. Niebawem będę ją czytać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Już nie mogę się doczekać, kiedy sama zmierzę się z lekturą :)
    Thievingbooks

    OdpowiedzUsuń
  5. Potencjał był niezły, na początku byłam oczarowana, ale teraz jestem na 400 stronie i niestety trochę wieje nudą... Na razie się lekko zawiodłam, zobaczymy co pokaże następne 200 stron ;)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za Twoją wizytę! Będzie mi miło, jeżeli zostawisz w komentarzu jakiś ślad po sobie :)