piątek, 28 sierpnia 2015

"Wbrew sobie" Katarzyna Kołczewska

 Kiedy kupowałam "Wbrew sobie", byłam pewna, że to książka dla mnie, i że będzie mi się bardzo podobać. Okazuje się, że nie pomyliłam się nawet trochę w tym względzie.

Ewelina i Adam mają życie jak z bajki, są zgodnym małżeństwem, któremu niczego nie brakuje. Mają pieniądze, dobrą pracę,  wspaniałe mieszkanie i spokojne życie. Jedyny ich kłopot, to fakt, że z jakiegoś powodu nie udaje się im mieć dziecka. Jednak i ten problem zostaje któregoś dnia rozwiązany za sprawą kliniki leczenia niepłodności. Młodzi rodzice snują plany i marzenia,jakie będzie to nowe życie - we trójkę, ale okazuje się, że los ma wobec nich zupełnie inny plan. Z nieznanych przyczyn w dwudziestym drugim tygodniu płód obumiera, a Ewelina jest zmuszona urodzić swoje martwe dziecko. Dziecko, które miało już swój pokój, i którego ruchy w brzuchu były już dla mamy wyczuwalne. 
Nie trzeba być rodzicem, by wyobrazić sobie ogrom cierpienia, 
jaki spada na tych dwoje. Ewelina nie potrafi sobie poradzić ze stratą, zamyka się w sobie ze swoimi emocjami, odpycha męża i resztę rodziny. Od poronienia minął rok i nic się nie zmieniło. Kobieta nadal tkwi w żałobie, a codzienne życie z nią staje się wręcz niemożliwą do zniesienia udręką. Bohaterka zachowuje się nadzwyczaj egoistycznie, dla cierpliwego i kochającego męża jest zimną i zawziętą suką, nie rozumie, że on też stracił dziecko i również ma prawo cierpieć. Odtrąca pomoc 
i tłumaczenia starszej siostry, wydaje jej się, że ta jej nie rozumie, bo ma dzieci 
i normalną pełną rodzinę. Tymczasem Justyna nigdy nie miała łatwego życia. 
Nie dość, że ma ciężko chorego, wręcz niedołężnego męża, boryka się z ciągłymi problemami finansowymi, to jeszcze dzieciństwo poświęciła młodszej, niczego nieświadomej siostrze... W którymś momencie wszystko się wali. Ewelina przez swoje zachowanie zaczyna wszystko tracić: idealnego męża, pozycję w pracy, wsparcie siostry. Na światło dzienne wychodzą prawdy, których nigdy miała nie poznać, a jej bliscy zaczynają nowe życia bez niej i wygląda na to, że dobrze sobie radzą. Co musi się stać, żeby Ewelina otworzyła wreszcie oczy 
i nie zniszczyła swojego świata?

"Wbrew sobie" to prawdziwa cegła - liczy sobie 750 stron, 
a przeczytałam to w jeden dzień. Historia Eweliny i Adama niesamowicie wciąga 
i już w tym momencie wiem, że powieść Katarzyny Kołczewskiej to jedna 
z najlepszych, jakie czytałam. Daje niesamowitą przyjemność lektury, ale przede wszystkim niesie ze sobą wiele refleksji i mądrych wniosków. Autorce udało się stworzyć bardzo realnych bohaterów, z prawdziwymi uczuciami i zupełnie nieidealnym życiem. To ludzie, z którymi każdy z nas może się utożsamić, nie są przerysowani, mają wiele wad, nie zawsze dają się lubić, często robią coś, czego nie potrafimy zaakceptować. 
Postać Eweliny jest tutaj bardzo dobrym przykładem: to bohaterka, której całym sercem nie znosiłam. Wiem, że każdy ma prawo do żałoby i rozumiem rozpacz tej kobiety, jednak nie mogę pojąć tego,jak bardzo w tym wszystkim jest podła i zarozumiała. Księżniczka, która przez całe życie miała podane wszystko na tacy, przekonana,że jak tupnie nogą, to pojawi się różowy bobas i śliczna kołyska...
O ile początkowo rozumiałam, że nie może patrzeć na Adama, 
bo to jej przypomina zmarłe dziecko i potrafiłam jej współczuć, 
tak kiedy minęło już trochę czasu, a Ewelina zachowywała się coraz gorzej, odwróciłam się do niej plecami i nie chciałam jej dopingować.

Bardzo polubiłam postacie Justyny i Adama. To bohaterowie, którym życie również mocno nakopało i codziennie zmagają się z ogromnymi przeszkodami, pomimo tego jednak nie przestają być normalnymi, kochającymi ludźmi. Bardzo długo starają się wspierać Ewelinę, wyciągnąć ją z żałoby, pokazać, jak bardzo jest im potrzebna. Szczególnie Adam wykazuje anielską cierpliwość wobec żony. 
Nie wiem, czy w realnym życiu znalazłby się mężczyzna, który zniósłby tak wiele, by ratować swoje małżeństwo i swoją miłość. Jak bardzo trzeba być ślepym, by tego wszystkiego nie widzieć i nie doceniać?

Katarzyna Kołczewska stworzyła powieść, która powinna się spodobać każdej kobiecie. Klub "Kobiety to czytają !" po raz kolejny dał nam  bardzo dobrą książkę, staje się to już pewnością, że kupując książkę
z okrągłą naklejką, trafimy na kawał dobrej historii.

Moja ocena:
9/10

5 komentarzy:

  1. Tyle zachwytów nad nią. Trochę przeraża mnie ta ilość stron, ale przy najbliższej okazji chcę ją kupić :) Wydaje się być idealna dla mnie.

    Insane z http://przy-goracej-herbacie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest wspaniała i warta każdego z tych zachwytów :)

      Usuń
  2. Czytałam już o tej książce kuszące recenzje i mam ją w planach.

    OdpowiedzUsuń
  3. Teraz czytam poprzednią książkę autorki "Kto, jak nie ja?", a "Wbrew sobie" czeka już na swoją kolej :)
    Liczę na to, że mi też się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za Twoją wizytę! Będzie mi miło, jeżeli zostawisz w komentarzu jakiś ślad po sobie :)