środa, 1 lipca 2015

"Na wyspie" Tracey Garvis Graves


  Kiedy sięgałam po "Na wyspie" byłam pełna nadziei, co do tej książki, ale też pełna obaw, bo niełatwo jest napisać ciekawą, wciągającą powieść, gdy do dyspozycji ma się dwóch bohaterów 
i ...bezludną wyspę.  Tracey Garvis Graves udało się to jednak doskonale, lektura dostarczyła mi całej gamy emocji i wielu doznań!

W wyniku katastrofy samolotu trzydziestoletnia Anna i jej uczeń T.J. trafiają na bezludną wyspę gdzieś w okolicy Malediwów. Sytuacja jest dramatyczna, bo szesnastoletni T.J. dopiero 
co pokonał raka i istnieje duże ryzyko, że choroba może wrócić. Mijają dni, potem tygodnie i lata, a pomoc nie nadchodzi... 
Dwójka bohaterów żyje na wyspie na krawędzi głodu, każdy dzień niesie ze sobą wiele niebezpieczeństw i zagrożeń, pozornie idylliczne miejsce staje się dla nich piekłem na ziemi. 
Wraz z upływającym czasem relacja Anny i T.J. ewoluuje,
 a oni sami robią wszystko,by uzależnienie
 od siebie nie przerodziło się w zakazane uczucie.

"Na wyspie" to powieść idealna na właśnie rozpoczynające się wakacje. Słoneczna, gorąca i bardzo relaksująca. Prosty 
i zrozumiały język Autorki, oraz krótkie rozdziały sprawiają, 
że czas spędzony z książką mija błyskawicznie. 
Jeżeli obawiacie się, że na kartach tej historii niewiele się dzieje, 
że jest statyczna, powolna i nudna - nie możecie się bardziej mylić! Każdy kolejny rozdział dostarcza adrenaliny, na tej wyspie wbrew pozorom tętni życie, toczy się walka o przetrwanie i rodzi się uczucie, które nigdy nie powinno się zdarzyć!
Ta opowieść  wciągnęła mnie tak bardzo, że ciężko mi było odłożyć ją na bok i pójść spać, a gdy już zamykałam oczy, słyszałam szum morza, widziałam turkusowe fale i biały piasek. Nie potrafiłam wyjść z powrotem do rzeczywistego życia.

Ale, ale, ale... "Na wyspie" ma też swoje wady, a raczej jedną wadę
 i jest nią w moim odczuciu zakończenie. Osobom lubiącym czytać romanse na pewno finał historii bardzo przypadnie do gustu, 
dla mnie jednak jest on zbyt naiwny i przesłodzony. Nie mogę napisać nic więcej, aby Wam nie zaspojlerować, sprawa wygląda jednak tak, jakby pierwsze 75% książki napisał ktoś inny, niż pozostałą część. 
Pomimo jednak tej rysy na szkle ( która dla wielu pewnie wcale rysą nie będzie), książkę oceniam jako naprawdę wartą przeczytania, dawno już żadna lektura mnie tak nie zrelaksowała!

Moja ocena:
8/10

Za możliwość przeczytania tej emocjonującej historii dziękuję Wydawnictwu Albatros!


4 komentarze:

  1. Szkoda, że zakończenie jest takie kiepskie, ale i tak książka mnie zainteresowała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie powiedziałbym, że kiepskie, ale jakieś takie...za słodkie...

      Usuń
  2. Ooooo, a ja kocham słodkie zakończenia:-) Ta książka to coś dla mnie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Własnie sama zrecenzowałam tę książkę. Masz rację, jest dość odprężająca. Z rodzaju tych, które nie zapadają szczególnie w pamięć, ale przyjemnie się je czyta ;).
    Mnie akurat zakończenie odpowiadało, lubię słodkości.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za Twoją wizytę! Będzie mi miło, jeżeli zostawisz w komentarzu jakiś ślad po sobie :)