niedziela, 24 maja 2015

"Spryciarz z Londynu" Terry Pratchett


Wydawca o "Spryciarzu z Londynu" pisze tak:

Dodger żyje z tego, co znajdzie w kanałach dziewiętnastowiecznego Londynu. To gość: kocha całą swoją dzielnicę, większość swoich ziomków i bardzo niewielu policjantów. A w zasadzie – żadnego policjanta. Prawdziwy z niego Pan „nic nie wiem, nic nie słyszałem, 
w ogóle mnie tu nie było”. 

Chłopaka zna każdy, kto jest nikim, a nie zna nikt, kto jest kimś. 
W zasadzie tak powinno być i jest... do chwili, 
gdy pewnej deszczowej nocy ratuje z rąk oprawców samotną dziewczynę. Tyle że ta samotna ma męża, jednego z tych, którzy są kimś. Odtąd świat nieznacznie przyspiesza, a Dodgera pragnie bliżej poznać wielu ciekawych ludzi: milionerzy, politycy, policjanci, książęta i zawodowi zabójcy.



"Spryciarz..." to druga książka autorstwa Terry'ego Pratchetta,
jaką miałam okazję przeczytać. Pierwszą był przesympatyczny zbiór opowiadań dla dzieci, które zrobiły na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Powieść jest swego rodzaju hołdem
dla Charlesa Dickensa ( mamy tu nawet bohatera, który właśnie
tak się nazywa) i całego okresu wiktoriańskiego. Prócz Dickensa,
w książce przewija się cała plejada historycznych postaci,
takich jak sir Robert Peel (założyciel nowoczesnej policji
w Londynie) oraz premier Wielkiej Brytanii, Joseph Bazalgette
( twórca nowej sieci kanalizacyjnej Londynu),oraz wiele innych.
Powieść, pomimo lekkości języka, opowiada o dość trudnym
i nieprzyjemnym temacie życia biedoty w wiktoriańskiej Anglii.         Dodger sam nie jest bogaty, żyje z tego,co znajdzie w kanałach,
ale podczas lektury okazuje się, że są biedniejsi od niego,
którzy nie posiadają takiego sprytu jak nasz bohater i w efekcie przymierają głodem.
"Spryciarz..." to książka, która choć porusza nieprzyjemną tematykę, jest dość przyjemna w odbiorze. Doskonała kreacja głównego bohatera, uroczego cwaniaczka z Londynu sprawia,
że chciałoby się Dodgera poznać naprawdę. Dodatkowym smaczkiem, tą "wisienką na torcie" jest oczywiście poczucie humoru Autora, które wyziera prawie z każdego rozdziału powieści.

Wszystko jest pięknie, "Spryciarz z Londynu" to naprawdę dobrze napisana powieść i doskonale wykreowani bohaterowie, ale ja nie potrafiłam się wgryźć w tę historię prawie do ostatniej strony. Zabrakło mi dynamiki, akcja była dla mnie zbyt powolna
i miejscami zwyczajnie mnie nudziła. Było tak, jakbym zaangażowała się w historię Dodgera tylko połową siebie, druga połowa zaś pozostała zupełnie obojętna na to, co działo się w książce.

Myślę, że "Spryciarz z Londynu" spodoba się na pewno fanom Terry'ego Pratchetta, ale każdy, kto zdecyduje się spędzić czas
w świecie Dodgera, nie uzna tego czasu za zmarnowany.
Może historia nie wciąga jak tornado, ale kunszt Autora sprawia,
że lektura jest prawdziwą ucztą.




Moja ocena:

7/10


4 komentarze:

  1. Nie czytałam, ale podoba mi się ten tytuł. Chętnie zajrzę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Brzmi bardzo fajnie! Mam za sobą kilka książek Pratchetta i większość z nich bardzo mi się podobała.

    OdpowiedzUsuń
  3. Od dawna myślę nad przeczytaniem tej książki, bo zapowiada się naprawdę ciekawie :)
    Thievingbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za Twoją wizytę! Będzie mi miło, jeżeli zostawisz w komentarzu jakiś ślad po sobie :)