czwartek, 28 sierpnia 2014

W poszukiwaniu idealnej diety "Milaczek" Magdalena Witkiewicz


  Dziewczyny, która z nas choć raz w życiu się nie odchudzała ? Która nie stawała na wagę naga
 i najlepiej przed śniadaniem, aby ważyć jak najmniej ? Która nie próbowała "skutecznych"
diet z apteki ? Każda , która zna te wszystkie sposoby i stosowała je na sobie, pokocha Milenę - przeuroczą bohaterkę "Milaczka".
Milenka jest młodą, ładną dziewczyną, której rozmiar waha się od 38 do 46. Jak wiele z nas, ma w swej szafie półkę z rzeczami typu "na potem, jak schudnę", jest normalną dziewczyną z sąsiedztwa. Milenka prócz nadwagi ma też jeszcze jeden problem - nie ma faceta. Jej życie to ciągłe poszukiwanie - skutecznej diety i kochającego mężczyzny. Na szczęście w polowaniu na tego ostatniego nasza bohaterka nie jest osamotniona - ofiarnie pomaga jej w tym pełna energii ciotka Zosia i przebiegły siedmioletni Bachor.
" Milaczek" to historia bardzo humorystyczna, z pozoru lekka, ale nie płytka. Główna bohaterka uczy Czytelnika, że nigdy nie wolno się poddawać, gdy spotka nieszczęście, można troszkę popłakać,
ale potem dumnie podnieść głowę i silniejszym iść dalej. Cenię powieści Pani Magdaleny Witkiewicz za mądrość życiową przemyconą w każdej historii, Autorka zawsze wskazuje nam drogę, pokazuje, co jest ważne - nawet w tak śmiesznej książce, jaką jest "Milaczek".
 Idealna pozycja na poprawę humoru, z kieliszkiem wina czyta się wspaniale. Opowieść o Milence ma jednak jedną wadę - wystarcza tylko na kilka godzin ! Na szczęście na półce czeka już drugi tom jej przygód - "Panny roztropne".
Moja ocena:
8/10

niedziela, 24 sierpnia 2014

Czy można usprawiedliwić zdradę ? "Opowieść niewiernej" M. Witkiewicz



 "Opowieść niewiernej" skończyłam czytać dziś po północy... A potem przez kilka godzin, wpatrzona w ciemność, leżałam i myślałam, myślałam... Bo książka nie opuściła mnie jeszcze i teraz, wytrąciła mnie z równowagi, sprawiła, że intensywnie zaczęłam analizować swój związek.

 Pani Magdalena Witkiewicza dotknęła w swej powieści tematu trudnego i bolesnego, osadziła go
w naszej polskiej rzeczywistości i wyszła jej bardzo mądra książka.
Poznajemy Ewę i Maćka, małżeństwo kilka lat po ślubie, jednak już na pierwszy rzut oka widać,
 że nie jest między nimi dobrze, choć Maciej upiera się, że jest. Skupiony na pracy i zarabianiu pieniędzy, zmęczony do granic możliwości, nie ma czasu dla usychającej z tęsknoty i pragnienia bycia zauważonej żony. Choć Ewa stara się jak może, Maciej nigdy nie jest zadowolony. Może wynika to
z chronicznego zmęczenia, a może po prostu już żony nie kocha... Do życia Ewy powraca przypadkowo ktoś, z kim kiedyś była blisko, i kto teraz na zawsze zmieni życie jej i Macieja.
 Ktoś by powiedział - historia jak milion innych, zaniedbana kobieta, zapracowany mężczyzna i stara jak świat - zdrada.Czy jednak na pewno to wszystko jest takie proste ? "Opowieść niewiernej" sprawiła,
że wpadłam w wir refleksji nad własnym (udanym) związkiem, zwróciła moją uwagę na to,
do czego w związku nie wolno dopuścić i zastanawiam się, czy nie poprosić partnera o przeczytanie tej powieści, jako swego rodzaju podręcznika i przestrogi. Psychika kobiety jest skomplikowana, czasem same nie potrafimy w słowa ubrać naszych pragnień, ale oczekujemy od naszych mężczyzn, aby czytali w nas, jak w otwartych księgach. Może czasem oczekujemy zbyt wiele, a może faktycznie nam czegoś brak ?
Zdrada Ewy nie do końca jest dla mnie usprawiedliwiona, nie rozumiem dlaczego tkwiła w takim związku i zamiast odejść, posunęła się do czegoś złego... Miała prawo czuć się nieszczęśliwa,
ale nie miała prawa zdradzać. Według mnie zdrady nie usprawiedliwia nic. Żyjemy w takich czasach,
że rozwód nie jest niczym dziwnym, w uzasadnionych przypadkach jest logicznym i jedynym wyjściem z nieudanego małżeństwa. Wiem, że to tylko moje teorie, że niby to takie proste, hop-siup i już, i wiem że każda z nas ma inną psychikę, inną wytrzymałość i inne spojrzenie na rzeczywistość. "Opowieść niewiernej" jest jednak książką dla każdej z nas - mądrą, życiową i gorzką, dlatego bardzo serdecznie ją Wam polecam !
Moja ocena:
9/10

piątek, 22 sierpnia 2014

25 lat minęło... "Ćwiartka raz" K. Korwin-Piotrowska


 "Ćwiartka raz" zaintrygowała mnie przede wszystkim swoim (konkretnym) gabarytem. W Empiku odczyniałam przy niej swój taniec godowy, biorąc ją z półki, oglądając i odstawiając. I tak przez kilka wizyt. Aż tu nagle trafiłam na porywający, pełen energetycznego entuzjazmu filmik Anity z Book Reviews , w którym to filmiku Anita twierdzi, że tę książkę każdy Polak powinien znać ! Książkę kupiłam jeszcze tego samego dnia :)

 "Ćwiartka raz" to swoiste kompendium wiedzy na temat kultury, mody, gustów i świadomości Polaków. Bardzo subiektywne kompendium, ale i bardzo wartościowe. Ja sama ( urodzona w 1986r.) zaśmiewałam się w głos podczas lektury, gdy Pani Karolina przypominała w książce wielki boom na muzykę disco polo w latach 90 ( byłam wielką fanką - znałam wszystkie piosenki z "Disco Relax" na pamięć !), ale zdarzało mi się też z książką w ręku, z  sentymentem wspominać czas, gdy rodzice oglądali "Na każdy temat", a ja na podłodze układałam wieże z klocków.  "Ćwiartka raz" bierze początek w 1989 roku, początku przemian w Polsce, kończy się zaś w roku 2014. Czytając, nie tylko wyruszycie w długą sentymentalną drogę, ale dowiecie się też jakie filmy według Karoliny Korwin-Piotrowskiej warto znać, przypomnicie sobie aktorów, o których już nikt nie pamięta,  piosenki, których czas już dawno przeminął, jak również takie, o których pamięć nie zniknie nigdy.
Wielkim atutem książki jest forma jej wydania - mnóstwo kolorowych podkreśleń w tekście, notatki na marginesie, zestawienia radiowych list przebojów danego roku. Na końcu tomu znajdziecie listę 25 filmów i 25 piosenek na 25-lecie wg Karoliny Korwin-Piotrowskiej (ciekawe i godne
 uwagi zestawienia !). Jeden rozdział = jeden rok, a w każdym rozdziale dwie strony zawierające najciekawsze okładki i artykuły z ówczesnych czasopism.
Minusem "Ćwiartki" jest jej objętość i waga - to nie jest tytuł do czytania w tramwaju ( pozostaje tylko forma elektroniczna !), ale na szczęście to jedyna wada tej książki :) Powalająca objętość prawie 800 stron robi swoje, ale przecież mieści się w niej 25 lat naszej popkultury, więc czy to aż tak wiele ?
 Lektura tej, można powiedzieć, encyklopedii to wielka przyjemność. Książka niesie ze sobą morze emocji, ogrom wiedzy, uczy szacunku do tego, co było, bo może... było lepsze ??? Moja lista filmów do obejrzenia wydłużyła się o kilka pozycji, świadomość wzrosła o kilka stopni, duma z naszego dorobku kulturowego się podwoiła. Pozostaje mi tylko powiedzieć, że w 100 % zgadzam się z Anitą i każdy, absolutnie każdy Polak "Ćwiartkę raz" powinien znać i kochać !!!
Moja ocena :
10/10 

sobota, 16 sierpnia 2014

Nie licząc godzin i lat... "Zaklinacz czasu" M. Albom



Czy zastanawialiście się kiedyś jakby to było, gdybyśmy nie znali zegarów, nie czuli upływu czasu, 
nie wiedzieli, że mamy ograniczoną liczbę dni do przeżycia ? Czy nie bylibyśmy szczęśliwsi żyjąc w błogiej nieświadomości i nie martwiąc się, że nie zdążymy przeżyć naszego życia tak,
 jak byśmy chcieli ?
   Opowieść Mitcha Alboma odpowie na te wszystkie pytania, bo "Zaklinacz czasu" to mądra przypowieść właśnie o czasie. Poznajemy trzech bohaterów: Dora, który jako pierwszy na świecie zaczął liczyć czas (dlatego nazwany został Ojcem Czasem); Sarah - naiwną, nieszczęśliwie zakochaną nastolatkę, która chce popełnić samobójstwo i Victora, starszego pana chorego na raka, który chce oszukać śmierć. Te osoby nie miały prawa się spotkać, każda z nich pochodzi z innego, zupełnie odrębnego świata, jednak dzieje się coś, że ich drogi się przecinają...

 "Zaklinacz czasu" porównywany jest często do "Alchemika" Paula Coelho. Tak, tak, tego Coelho, który jest niejednokrotnie oskarżany przez czytelników o pseudofilozoficzne pogadanki
 i grafomaństwo. Prosty język Alboma i swego rodzaju zmuszanie czytelnika do refleksji rzeczywiście mogą przywodzić na myśl Coelha, jednak dla mnie najważniejsze w książce jest to, aby zostawiła ona we mnie swój ślad. "Zaklinacz czasu" zostawił. Uświadomiłam sobie, jak wielką wartość ma dla mnie upływający czas, jak często spoglądam na zegarek, jak mało jest w moim życiu dni, kiedy upływ godzin nie ma dla mnie znaczenia... Zastanawiające jest tylko, czy warto tak bardzo skupiać się na tym, jak niewiele mamy czasu, czy może pomyśleć, by jak najlepiej przeżyć życie.
Moja ocena:
8/10



środa, 13 sierpnia 2014

Opowieść dla targanych wątpliwościami "Niebo istnieje...Naprawdę !" Todd Burpo,Lynn Vincent



 Opowieść o chłopcu, który odwiedził niebo to opowieść wyjątkowa, poruszająca, wprawiająca w osłupienie i sprawiająca, że wierzący się w swej wierze  utwierdzą, a niewierzący zaczną się zastanawiać, czy aby na pewno nie zacząć wierzyć...

 Kiedy Colton Burpo miał trzy latka, trafił do szpitala w bardzo ciężkim stanie. Lekarze 
nie potrafili postawić diagnozy, dni upływały, a chłopczyk był coraz słabszy. Wreszcie padła wiadomość: Colton ma rozlany wyrostek, jego wnętrze trawi trucizna, trzeba natychmiast operować ! Dziecko udało się uratować, a prócz poważnej operacji, chłopiec w tym samym czasie przeżył coś nadprzyrodzonego - spotkał Jezusa. Colton wychował się w chrześcijańskiej rodzinie, jego ojciec jest pastorem, Bóg w domu rodziny Burpo zajmuje ważne miejsce. Rodzice nie spodziewali się  tego, jak piękną i niesamowitą historię opowie im synek w ciągu kolejnych kilku lat. Przypadkowo, w rozmowie wymykają się Coltonowi słowa, że w szpitalu śpiewały mu anioły, że widział, co robili mama i tata, gdy on sam był operowany. Gdy Todd i Sonja zaczynają podejrzewać, że ich syn przeżył śmierć kliniczną       i trafił do nieba, z premedytacją zaczynają zadawać pytania. I tak dowiadują się jak wygląda Jezus, dlaczego w niebie nie ma nocy, jakiej płci jest ich nienarodzone, zmarłe w brzuchu dziecko... 
Colton opowiada o spotkaniu z dziadkiem, który zmarł  wiele lat przed przyjściem na świat chłopca,      ale wygląda w niebie jak za swoich młodzieńczych lat.
  Ciężko nie wierzyć w historię trzyletniego dziecka, które choćby najuważniej słuchało kazań w kościele, nie byłoby w stanie tyle zrozumieć i tak dokładnie opisać. Nie mam wątpliwości, 
że historia Coltona jest prawdą.
Jak możecie się domyślać, książkę czytałam z otwartą ze zdziwienia buzią. Sama lektura była niesamowitym przeżyciem, sprawiającym, że milion pytań tłoczyło się w głowie.
Dodatkowym atutem wydania, które miałam okazję czytać są wkładki z rodzinnym zdjęciami rodziny Burpo, dzięki czemu wiadomo jak wygląda bohater historii, a także wywiad z jedenastoletnim dziś Coltonem - chłopcem, jak wielu innych, a jednocześnie tak wyjątkowym.
Kochani, naprawdę warto sięgnąć po tą pozycję i warto zakupić ją dla siebie, by w chwilach słabości, nieszczęścia, czy choroby w rodzinie była pod ręką i dodawała otuchy. 
Serdecznie polecam !
Moja ocena:
10/10

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Kolejna kobieta po przejściach "Uroczysko" Magdalena Kordel



  Przyznam się szczerze, że nie bardzo wiem, co napisać o "Uroczysku", abyście z jednej strony się nie zniechęcili, a z drugiej nim nie rozczarowali, dlatego będzie dziś krótko, ale konkretnie.
"Uroczysko" to powieść o bardzo modnej (niestety) tematyce - zdradzona przez małżonka kobieta ucieka od świata do górskiej głuszy, gdzie oczywiście odnajduje prawdziwą miłość, spokój i szczęście. Temat przejadł mi się już niemożliwie i odbija się potężnymi czknięciami. Niemniej jednak uczciwie muszę dodać, że poza tematem, który jest już nudny jak flaki z olejem, powieść jest dosyć przyjemna. Czyta się ją z uśmiechem na twarzy, czasem nawet zaśmiewając się w głos. Trzeba przyznać, że Pani Magdalena Kordel ma ciekawe i inteligentne poczucie humoru. "Uroczysko" to świetna książka na poprawę humoru i odmóżdżenie,czyta się lekko, strony praktycznie same się przekręcają. Pomimo tematu, na który mam najzwyczajniej w świecie uczulenie, na pewno sięgnę po inne tytuły autorstwa Pani Magdaleny, chociażby dlatego, że uwielbiam śmiać się nad książką.
Podsumowując, "Uroczysko" nie jest ani ambitne, ani odkrywcze, ale ma w sobie taką dawkę pozytywnych emocji, że nie żałuję czasu spędzonego z tą książką !
Moja ocena:
6/10

wtorek, 5 sierpnia 2014

Czy zostaniesz jej uczennicą ? "Szkoła żon" M. Witkiewicz



  Wydawać by się mogło, że we współczesnych czasach kobiety potrafią zawalczyć o swoje szczęście, są silne, mocne i niezwykle samodzielne. Nie każda z nas jednak posiada takie właśnie cechy. Są wśród nas dziewczyny niedocenione przez mężów, otoczenie, a co gorsza - przez same siebie... Pozwalamy się facetom wykorzystywać, przymykamy oczy na zdrady
 i kłamstwa, kosztem własnego szczęścia.
Tym z nas, które nie do końca w siebie wierzą, którym brakuje odwagi i przekonania,
 że jesteśmy wyjątkowe pomoże na pewno wizyta w Zmysłowej Szkole Żon, luksusowym pensjonacie położonym gdzieś w środku mazurskich lasów. Tam właśnie poznamy cztery wspaniałe, ale nieszczęśliwe i doświadczone przez los kobiety: Julię, Michalinę,Jadwigę
 i Martę. Każda z nich wniesie do naszego życia jakąś historię. Julia,młoda dziewczyna kilka godzin po rozwodzie, która trafia do pensjonatu przypadkowo, w ramach nagrody wygranej
 w losowaniu. Michalina, naiwna dziewiętnastolatka, która do Szkoły zgłasza się tylko po to, aby nauczyć się robić dobrze swojemu Misiowi (Miś, pomimo tego, że Michalina obejrzała już setki instruktażowych filmików porno, nadal nie jest zadowolony z jej umiejętności). Jadwiga, stateczna pani po pięćdziesiątce, której mąż od ładnych paru lat po prostu nie zauważa (zauważa za to inne kobiety). Marta, młoda mama obarczona nadmiarem kilkudziesięciu kilogramów. Prócz ciekawych uczennic spotkamy też niesamowitą, silną, magnetyczną
 i piękną Ewelinę - założycielkę Szkoły Żon. Dziewczyny mają się w szkole nauczyć jak być idealną żoną - idealną, czyli nie taką, która pozmywa, upierze, posprząta i wieczorem  padnięta spełni jeszcze "małżeńską powinność", nie zważając na wybryki i kłamstewka ślubnego. Nasze bohaterki mają stać się pewne siebie, silne i seksowne. To wszystko za sprawą ciekawego
 i trochę niegrzecznego programu nauczania stworzonego przez Ewelinę. Uczennice będą mogły nauczyć się gotowania, makijażu, dbania o własne ciało, ale również sztuki miłości
 i uwodzenia. Pomogą im w tym na pewno bardzo przystojni, gotowi na każde skinienie masażyści, którzy dopieszczą każdy fragment ich ciała...
  "Szkoła żon" to powieść o kobietach i dla kobiet. Otwiera oczy i uświadamia, że to my jesteśmy ważne. Nieistotne, czy mamy dwadzieścia lat, czy pięćdziesiąt - zawsze powinnyśmy być skarbem dla naszych mężczyzn !
Książka Pani Magdaleny niesamowicie wciąga, nie da się jej przerwać, dopóki nie dotrze się do ostatniej strony. Bohaterki są przesympatyczne. Moje serce zdobyła Michalina, która choć tak bardzo naiwna, to kochana i szczera, a przede wszystkim niesamowicie lojalna i oddana swojemu osiłkowatemu Misiowi.
 Nie mogę się już doczekać, kiedy uda mi się  zdobyć "Pensjonat marzeń" - kontynuację "Szkoły", tęsknię za dziewczynami i specyficznym, feministycznym klimatem powieści. Do tej pory wszelkie powieści mające coś wspólnego z literaturą erotyczną skutecznie mnie odstraszały, Pani Witkiewicz na szczęście udało się tą czarną kartę odwrócić. Lektura idealna na leżaczek, świetnie komponuje się z drinkiem z parasolką. Bardzo serdecznie Wam polecam! 
Moja ocena:
8/10

niedziela, 3 sierpnia 2014

Czasem jest dobrze, a czasem źle... "Nic nie trwa wiecznie" Maureen Lee



  Kiedy małżeństwo Brodie przechodzi poważny kryzys, ta decyduje się wyprowadzić do wielkiego domu należącego do jej rodziny. Wpada na pomysł, aby go przerobić na pensjonat i tym sposobem pod jej dach trafiają Diana, Vanessa i Rachel. Każda poraniona i doświadczona przez los, każda w pensjonacie szuka ciszy i ukojenia, i znajduje to, oraz o wiele więcej - przyjaźń i jakby się mogło wydawać - szczęście. Autorka nadała jednak tytuł książce nie bez powodu - wspaniała i ciepła sielanka czterech bohaterek zostaje przerwana przez bardzo smutne i dramatyczne wydarzenie... Oczywiście nie napiszę Wam jakie :)
 "Nic nie trwa wiecznie" to powieść z gatunku tych, które czyta się bardzo szybko, ale też niestety szybko zapomina. Książka ma swój morał, jednak nie jest on  odkrywczy, od początku wiadomo o co chodzi z tytułem. Plus za to, że ciężko przewidzieć jakie nieszczęście spotka bohaterki. Postacie nakreślone dokładnie i przemyślanie, albo się je kocha, albo nienawidzi.
Po zakończeniu lektury czułam niedosyt, czegoś mi brakowało, jakiejś głębi, czy poruszenia. Niczego takiego jednak tam nie odnalazłam, książka nie poruszyła ani jednej struny w moim sercu. Mój stosunek do niej jest zupełnie neutralny. Nie odradzam Wam jej, ale też nie polecam. Powieść zupełnie niczym się nie wyróżnia, jest do bólu zwyczajna.
Moja ocena:
6/10