piątek, 27 czerwca 2014

Spokojna, refleksyjna i mądra... "Kocha, lubi, szanuje" Alice Munro


 Wstyd było nie znać twórczości bardzo głośnej ostatnio Noblistki – Alice Munro,
 dlatego postanowiłam sprawdzić, co w jej opowiadaniach jest takiego, że porusza tłumy.
W ręce wpadł mi jej tomik opowiadań pt. „Kocha, lubi, szanuje” ; tytuł moim zdaniem średnio chwytliwy, kojarzący się z tanim romansem.  Na szczęście opowiadania w nim zawarte nie mają w sobie nic taniego.
  Nie znajdziecie tu wydarzeń mrożących krew w żyłach  ani wartkiej akcji.  Opowiadania czyta się spokojnie wyznaczonym rytmem, delektuje smakiem każdego słowa. Pomimo tego spokoju i rytmu nie ma tu miejsca na nudę. Akcja toczy się powoli, pozwalając czytelnikowi wejść jak najgłębiej w świat przedstawiony, przystanąć koło bohaterów, przyjrzeć  się ich twarzom, poczuć to, co czują oni. Nie wolno się spieszyć, na wszystko jest czas. Każde opowiadanie w tomiku jest inne i pozornie nic ich nie łączy, jednak gdy przyjrzymy się trochę dokładniej, zauważymy, że każde opowiada o miłości, przyjaźni i szacunku. Ta nić łączy każdą z tych historii – czasem jest to miłość, czasem dziecięca przyjaźń, a czasem uczucie, które nie wiadomo, czy jest miłością, czy może przyjaźnią. W opowiadaniach Munro nic jednak nie jest proste i jasne- jeśli miłość, to niedoskonała, czasem jednostronna, jeśli przyjaźń, to również taka codzienna, nie taka, jaką oglądamy w amerykańskich filmach. Bohaterami  historii są zwykli ludzie , niczym się nie wyróżniający, czasem tak szarzy, że aż niewidzialni. Mają jednak swoje życie, które bacznym okiem dokładnego obserwatora Munro potrafi wychwycić i nam opowiedzieć.
„Kocha, lubi, szanuje” to książka, którą czytałam  długo –zwykle jedno, dwa opowiadania na kilka dni. Nie jest to literatura, która wciąga mnie tak jak thrillery, ale w tych opowiadaniach nie o to chodzi. One mają skłonić do przemyśleń – w moim wypadku było tak, że by „przetrawić” opowiadanie potrzebowałam czasem całego dnia i dopiero mogłam czytać kolejne.
 Książkę polecam każdemu, kto szuka mądrej, spokojnej, refleksyjnej lektury. Ja dzięki tym krótkim historyjkom wyciszyłam się i chyba troszkę zwolniłam tempo codziennego biegu.
Moja ocena:

8/10

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Czy szczęście ma zapach wanilii ? "Szczęście pachnące wanilią" Magdalena Witkiewicz



   Z czym kojarzy Wam się wanilia ? Czy właśnie ze szczęściem, jak sugeruje tytuł najnowszej powieści Magdaleny Witkiewicz ? Nazwisko autorki, jak również cukierkowa okładka skłoniły mnie do sięgnięcia po książkę i zapoznania się z historią, jakich ostatnio na polskim  rynku wydawniczym wiele. Ktoś powie, że to wtórne, nieoryginalne, babskie… I wiecie co ? Bardzo dobrze, bo ja potrzebuję czasem poczytać właśnie coś takiego, co mnie nie  zdołuje, sprawi, że będę się uśmiechać pod nosem, czegoś totalnie na wskroś babskiego !!!
„Szczęście pachnące wanilią” pomimo cukierkowej okładki wcale takie cukierkowe nie jest. Książka opowiada historię kilku kobiet, borykających się z codziennym, wcale niełatwym życiem.  Poznacie  tu Adę – samotną mamę rocznego Michałka, która choć prowadzi własną cukiernię, ze strachem patrzy w przyszłość, bo sterta nieopłaconych faktur rośnie, a ratunku nie widać… Poznacie też Karolinę, starą pannę, ups! – singielkę, której samotność coraz bardziej zaczyna doskwierać. W galerii postaci znajdziecie też sympatyczną  Natalię – mamę dwójki niesfornych przedszkolaków, charakterystyczną panią prokurator Mariettę. Każdą z tych kobiet połączy jedno wydarzenie –rezygnacja z pracy niani Michałka. Ta z pozoru zła dla Adrianny wiadomość odmieni całe jej życie….
 Dla wielbicieli twórczości pani Magdaleny miłą wiadomością będzie, że poznacie tu dalsze losy bohaterów „Milaczka” i „Panien roztropnych” ( ja nie czytałam jeszcze tych powieści, ale nie przeszkodziło mi to bawić się z nimi cudownie w tej części).  Rezolutny Bachor bardzo szybko wkradł się do mojego serca i bardzo chętnie sięgnę po wcześniejsze przygody  tej niesamowitej dziewczynki :)
Książkę pani Witkiewicz zaliczam oczywiście do literatury dla kobiet, idealnej na niedzielne popołudnie, czy wypoczynek na plaży. Nie jest to powieść naiwna, pokazuje, że w życiu może być ciężko, że po ślubie nie zawsze jest bajecznie, a macierzyństwo  nie jest tylko słodką sielanką. „Szczęście pachnące wanilią” niesie ze sobą  ważne przesłanie i daje nadzieję, że nawet jeśli coś wygląda bardzo źle, los w  każdej chwili może się odmienić, ale nie wolno się poddawać !
Powieść czyta się bardzo szybko, nie męczy. Napisana zwykłym, prostym językiem,
 ma w sobie coś takiego, że czytelnik przez nią płynie, zatraca się i gubi w czasie.
Ta historia pachnie ciastem, babeczkami i… wanilią, dokładnie jak jej okładka :)
Od teraz moje szczęście też ma zapach wanilii !!!
Serdecznie polecam każdemu, kto szuka zapomnienia i oderwania od rzeczywistości !
Moja ocena:

7/10

sobota, 21 czerwca 2014

Mamo,tato,córko... przeczytajcie ! "Sprzedana" Sophie Hayes

 

Sophie Hayes to młoda dziewczyna, która przeszła przez piekło. Dziś ma 31 lat, stara się normalnie żyć i nie oglądać się za siebie. Pracuje dla organizacji Stop The Traffik, założyła również własną fundację The Sophie Hayes Foundation. Opowiada, gdzie tylko może swoją przerażające historię, aby uratować choć jedną kobietę przed złym losem.

  Gdy miała dwadzieścia cztery lata została porwana przez człowieka, z którym przyjaźniła się od bardzo długiego czasu. Kas wiedział o niej wszystko, był jej najlepszym przyjacielem
 i doradcą. Była to jedna z niewielu osób w życiu Sophie, którym ona w pełni ufała i odsłoniła całą siebie. Któregoś dnia chłopak zaprosił ją na kilka dni do siebie do Włoch. Gdyby znała Kasa krótko, czy może gdyby była to tylko wirtualna znajomość, Sophie nigdy nie odważyłaby się jechać. Ich znajomość jednak trwała już kilka lat, niedawno byli razem na wspaniałych wakacjach w Hiszpanii, więc dziewczyna bez żadnych obaw pojechała odwiedzić przyjaciela... Ta decyzja odmieniła całe jej życie. Pod maską ciepła, łagodności i delikatności ten człowiek skrywał potwora i brutala. Zmusił Sophie do prostytucji, by w ten sposób dziewczyna spłacała za niego długi, w jakie wpadł handlując narkotykami. Bohaterka była przez niego bita, groził, że zabije jej braci, gdyby kiedykolwiek przyszło jej do głowy powiedzieć komuś, co jej się przydarzyło, czy gdyby chciała uciec. Sophie została tak zastraszona i zmanipulowana, że nawet kiedy miała okazję do ucieczki i ktoś wyciągał ku niej pomocną dłoń, ona ją odpychała i kuliła się jeszcze bardziej w sobie. Ta biedna, zaszczuta dziewczyna miała do tego stopnia wyprany mózg, że w tym wszystkim wierzyła, że Kas ją kocha !
Książka zakończona jest komentarzami mamy Sophie, osób ze Stop The Traffik i policjanta zajmującego się traffickingiem. 

Nie muszę Wam chyba pisać, że historia Sophie wstrząsnęła mną do głębi i zaszokowała. Najbardziej w tym wszystkim poruszył mnie i przeraził fakt, że ta dziewczyna nie pochodzi z biednej rumuńskiej czy bułgarskiej wioski ( to właśnie tam najwięcej kobiet pada ofiarami handlu ludźmi), mieszka w średniej wielkości brytyjskim, miasteczku, jest wykształcona, należy do przeciętnej klasy społecznej. Zawsze myślałam, że ofiarami takich porwań padają młode naiwne dziewczyny z biednych rodzin z krajów Wschodu, które w obliczu zniknięcia siostry czy córki są bezradne. Słyszy się też często przestrogi, aby nie spotykać się i nie ufać ludziom poznanym w sieci. Popatrzcie jak przypadek Sophie odbiega od tego, czego uczy się nas w szkołach ! Wiadomo, nikt nie będzie mówił nam, że mamy nie ufać przyjaciołom... 

Przytoczę Wam fragment wypowiedzi organizacji Stop The Traffik traktujący o zasięgu handlu ludźmi:
Międzynarodowa Organizacja Pracy szacuje, że na całym świecie co najmniej 12,3 miliona osób pracuje przymusowo. Około 2,5 miliona z nich jest ofiarami handlu ludźmi, a połowa ma mniej niż osiemnaście lat. W celu czerpania zysku z wykorzystywania seksualnego jest sprzedawane 43 procent ofiar, z czego 98 procent stanowią kobiety.

Książkę czyta się bardzo szybko z szeroko otwartymi z przerażenia oczami, że to wszystko wydarzyło się naprawdę. 

 Kochani, ogromnie Was proszę polecajcie historię Sophie swoim najbliższym ! Niech jak najwięcej ludzi wie,co może przydarzyć się im, czy członkom ich rodzin ! Niech nie żyją w schematycznym przeświadczeniu, że ich otoczenia trafficking nie dotyczy ! Róbmy wszystko, by uświadamiać ludzi obok nas; może czasem przyjrzyjmy się też baczniej dziewczynom, które stoją przy drogach i patrzymy na nie z obrzydzeniem, czy gdzieś w ich oczach nie znajdziemy niemego wołania o pomoc.

Moja ocena:
9/10

piątek, 20 czerwca 2014

Dlaczego nie doczytałam "Gry o tron" ?



 Zdaję sobie sprawę z tego, że ta wypowiedź nie przysporzy mi  przyjaciół, ani popularności, jednak bloga zakładałam po to, aby szczerze  pisać o książkach, a nie po to,
żeby się komuś przypodobać.
Przyznaję się niniejszym, że nie dałam rady doczytać do końca „Gry o tron”, walczyłam, utknęłam  na 482 stronie i moja silna wola padła.  Czytałam z obowiązku, zmuszałam się, bo jakoś  wstyd było nie skończyć  książki, którą zachwycają się miliony ludzi. Czytanie jednak zawsze było dla mnie przyjemnością i nie zamierzam tej przyjemności w sobie zabijać.
Nie jest  tak, że powieść totalnie mi się nie podobała. Podziwiam  szczerze Martina za składną i konsekwentną  fabułę,  ogromną mnogość wątków i postaci, za umiejętność obrazowego przedstawienia pojedynków, oraz  wyglądu bohaterów .
 Pomimo tego, czytając „Grę o tron” czułam się trochę jakbym czytała lekturę w szkole – ciążyła na mnie ogromna presja otoczenia, wielu znajomych zachwalało powieść, podobnie wielu z Was na profilu facebookowym twierdziło, że „ Gra” mnie uzależni, po prostu miałam obowiązek  ją przeczytać  i się w niej zakochać. Tak bardzo chciałam, żeby tak się stało, z taką nadzieją zabierałam się do czytania, tyle miałam oczekiwań, że rzeczywistość nie podołała.  Przykro mi bardzo, bo wielu z Was moja opinia rozczaruje, zdziwi, może nawet  rozgniewa, 
ale szczerość przede wszystkim.
Po pierwsze, jest coś w tej książce wtórnego, tak jakbym gdzieś to już słyszała, czytała, oglądała… Temat stary jak świat – walka o władzę, powolna i  rozwleczona wręcz do niemożliwości, intrygi zamkowe, trucizny, pojedynki…( generalnie tematyka nie jest zła, ale od książki, która porwała miliony oczekiwałam czegoś bardziej nowatorskiego).
Po drugie, zaleta i jednocześnie wada – zbyt wielu bohaterów, co rodzi mnóstwo niepotrzebnych wątków, opisy walk rycerzy, którzy pojawiają się na kartach tylko w  tym jednym momencie i  są bratem ciotki kuzyna Lannisterów, czy kogo  tylko chcecie. Naprawdę idzie się w tym pogubić, a do fabuły niczego to nie wnosi.
Po trzecie, to po prostu zbyt statyczna i rozwlekła powieść . Spodziewałam się, że będzie bardziej dynamicznie, więcej krwi, zaskakujących zwrotów akcji (zwroty były, ale jakoś mnie nie zaskakiwały).
Po czwarte, dlaczego Bran nie pamięta tego,  co zobaczył, przed upadkiem ??? Trochę naiwne i rodem  z telenoweli rozwiązanie… Edit: ktoś uświadomił mi, że nie do końca jasno się tutaj wyraziłam więc poprawka - chodzi mi o zbyt proste i oczywiste rozwiązanie, takie serialowe :)
Wybaczcie, poniosły mnie trochę emocje, musiałam się zemścić na książce, że okazała się być nie tym, czego oczekiwałam :)
Nie zrozumcie mnie proszę źle – ta książka nie jest żadną szmirą, to kawał powieści, która zawładnęła tłumami i na pewno ma w sobie to coś – tłumy nie mogą się mylić. W moich oczach zaszkodził jej chyba ten szum wokół niej, te zachwyty, nagrody, pochwały – wszystko to sprawiło, że zbyt wiele od niej oczekiwałam. Może, gdybym sięgnęła po nią kilka lat wcześniej, kiedy  jeszcze Martin nie był tak rozsławiony, może wtedy nawet bym ją pochwaliła, być może kolejne tomy sprawiłyby, że zaczęłabym czytać z przyjemnością, ale nie będę tego sprawdzać.  
 Teraz po prostu twierdzę ,  że nie rozumiem z czego to wielkie, medialne „ halo”.
Książkę, pomimo  tego, że nie dokończyłam oceniam na:

6/10

sobota, 14 czerwca 2014

Każdy ma w sobie Zło „Plugawy spisek” Maxime Chattam





Przed chwilą skończyłam czytać i na gorąco, pełna emocji, jeszcze przejęta zakończeniem chcę Wam opowiedzieć o tej strasznej i genialnej zarazem powieści. Zaczęłam się bać – Chattam uświadomił mi, że wydarzenia, które opisał w książce, mimo że są wytworem jego (zabójczej) wyobraźni, mogą dziać się naprawdę. To wszystko jest tak realne, motywy tak prawdziwe, 
że nie można się nie bać…

Historia zaczyna się, jak każda tego typu książka, oczywiście trupem. 
Młoda kobieta znaleziona nad rzeką, gwałcona, torturowana, wielokrotnie duszona swoją własną bielizną i ponownie reanimowana, by po raz kolejny przeżyć piekło i umrzeć…

Nastolatek, który wpycha prosto pod nadjeżdżający pociąg czwórkę ludzi stojących na peronie ( w tym matkę z maleńkim dzieckiem w wózku), po czym sam popełnia samobójstwo.

Rodzina zabita we własnym domu, w najbardziej bestialski, niewyobrażalnie podły sposób.

Zbrodnie się mnożą w zawrotnym tempie, wydaje się, że zabójców jest kilku, jednak każde morderstwo podpisane jest tajemniczym znakiem *e.  
Żandarmeria nie jest w stanie już sobie poradzić, nie ma żadnych tropów, ani jednego śladu, zero podpowiedzi. Zrezygnowani policjanci błagają o pomoc najlepszego kryminologa, geniusza w swoim fachu – Richarda Mikelisa. Od tej pory trójka żandarmów oraz Mikelis podążają śladami najczystszego, pierwotnego Zła. Zbrodnia poprowadzi ich nie tylko przez Francję, ale także przez Szkocję, Kanadę, aż nawet Polskę !!!

Zwrotnych punktów akcji jest tutaj wiele, niektóre tak zaskakujące, że nikt z Was nie potrafi ich przewidzieć! Mnóstwo brutalnych scen, dosadnych i obrazowych opisów zwłok, 
z kartek czuć zapach rozkładu !

 Chattam jest jednym z niewielu pisarzy, którzy thriller potrafią napisać tak, że czytelnik nie jest w stanie odgadnąć zakończenia, nie ma tu miejsca na schemat, nie zawsze znajdziemy też happy end, a jeśli nawet – to nie taki, jak byśmy chcieli.

Podsumowując, każdemu z Was, kogo znudziły podobne do siebie, schematyczne „thrillery” gorącą polecam „Plugawy spisek” :)

Moja ocena:


9/10

niedziela, 8 czerwca 2014

Małżeństwo na zakręcie "Zamek z piasku" Magdalena Witkiewicz


"Zamek z piasku" jest powieścią, dzięki której poznałam Panią Magdalenę Witkiewicz, i która sprawiła, że z zaciekawieniem sięgnę po kolejne powieści tej Autorki.

    Główną bohaterką książki jest Weronika. Weronika jest piękną, 
trzydziestoletnią kobietą i żoną swojego pierwszego mężczyzny - Marka. Ich małżeństwo wydaje się być idealnym, nie dość, że Marek i Weronika bardzo się kochają, to potrafią się jeszcze ze sobą przyjaźnić. Jednak na pięknych kartach ich związku pojawia się rysa -
od dwóch lat bezskutecznie starają się o dziecko. Weronika skupiona tylko na celu posiadania potomka zapomina gdzieś po drodze, że jej mąż to nie "byk rozpłodowy", ale również mężczyzna potrzebujący jej uwagi   i seksu wtedy, kiedy ma na niego ochotę, a nie wtedy, 
gdy każe kalendarzyk małżeński. 
Z upływem kolejnych miesięcy małżeństwo coraz bardziej się  od siebie oddala, 
Weronika nie potrafi mówić o niczym innym jak o dziecku, Marek chciałby żyć tym dawnym życiem sprzed starań o powiększenie rodziny. Jak się łatwo domyślić ich związek staje dość szybko pod znakiem zapytania. Weronika poznaje Kubę, który od pierwszej rozmowy potrafi ją wysłuchać i zrozumieć jej smutek i rozczarowania; Marek znika częściej sam wieczorami, czasami na noce... Małżonkowie dochodzą nagle do punktu, gdzie ich drogi się rozwidlają,
 i z którego być może nie ma już odwrotu. Przyjaźń Weroniki i Kuby zamienia się w coś więcej, wszystko się odmienia, aż pewnego dnia Weronika zdaje sobie sprawę, że jej marzenie o posiadaniu dziecka się spełniło, ale przewrotnie nie w sposób, w jaki by chciała...

"Zamek z piasku" to bardzo mądra i bardzo współczesna  opowieść. Książka pokazuje nam jak łatwo zatracić to, co najważniejsze;jak łatwo zrobić niewłaściwy krok, który wszystko zmieni. "Zamek" To powieść o miłości,przyjaźni, zdradzie, o niespełnionych marzeniach, o tym, 
że nie zawsze w życiu jest jak sobie wymyślimy. Sztuką jest potrafić tak żyć, by umieć być razem nie tylko wtedy, gdy jest dobrze,ale przede wszystkim wtedy, gdy dzieje się coś złego; sztuką jest razem "przetrwać burzę".

Nie byłabym chyba sobą, gdybym nie wytknęła tego, co mnie w książce zdenerwowało; co wydało mi się nielogiczne i jakieś takie... nieżyciowe. Weronika ma w książce dwie przyjaciółki - wspaniałą,ciepłą Ewę i  seksownego wampa - Dominikę, która nie cofnie się przed niczym, aby cudzego męża zaciągnąć do łóżka. Zarówno Weronika, jak i Ewa obawiają się, że ich mężowie także padli jej ofiarą, a mimo to nadal się z nią przyjaźnią !!! Nie ma żadnego zgrzytu, nie ma pytań, prób wyjaśnienia... Zdenerwowało mnie to ogromnie, gdyż ileś tam lat do tyłu sama miałam taką "przyjaciółkę " i gdy tylko zaczęłam podejrzewać, że mój mężczyzna może nie być dla niej nietykalną świętością, po prostu powiedziałam jej co myślę i podziękowałam za znajomość ! Tak właśnie wygląda życie, nie znam chyba kobiety, która godziłaby się na taką "przyjaźń". A Wy jak myślicie ? Czy to ja jestem zbyt zasadnicza, czy może Pani Witkiewicz zbyt łagodna dla Dominiki ???

Troszkę krew mi się zagotowała, ale już się uspokajam i przechodzę  do podsumowania :) 
Książka jest naprawdę warta przeczytania, czyta się bardzo szybko i lekko, ale to nie znaczy, że historia jest banalna i nic się z niej nie wynosi - tak jak już pisałam powieść uczy wiele, ma głęboki przekaz i mi samej kazała się zastanowić, czy ja w moim małżeństwie też o czymś nie zapominam i czegoś nie gubię.   
Warto przeczytać "Zamek z piasku" właśnie dlatego, że skłania do refleksji nad sobą, być może w porę otworzy Wam oczy na pewne sprawy i uczyni Was mądrzejszymi.

Podsumowując, moja ocena dla książki:
8/10

czwartek, 5 czerwca 2014

Nie sądź po pozorach ! "Zabójca" Maria Nurowska


Marię Nurowską znam od dawna i bardzo lubię jej powieści. Autorka często dotyka trudnych, poruszających, czasem gorszących tematów. Tym razem także trzyma się tej reguły.

Tytuł "Zabójca" jest trochę mylący - może sugerować kryminał, czy sensację, książki jednak w te kanony w żaden sposób wpisać się nie da.

Joanna jest dwudziestopięcioletnią dziennikarką, którą poznajemy w pociągu do Zakopanego, gdzie jedzie, by przeprowadzić wywiad z pielęgniarką, której kulawe polskie prawo i rzeczywistość złamały życie. 
W przedziale z Joanną jedzie intrygujący mężczyzna, swoim zachowaniem daje wyraźnie znak, żeby się do niego nie zbliżać, nie rozmawiać z nim, nie patrzeć na niego. Jak się można domyślać właśnie jego zachowanie sprawia, że bohaterka z zainteresowaniem spogląda ku współpasażerowi. Całą historię i to, co się potem wydarzy przypieczętowuje jednak pewne zdarzenie na peronie już w Zakopanem... Joanna, jak na rasową dziennikarkę przystało postanawia dowiedzieć się czegoś więcej o mężczyźnie, który tak bardzo ją zainteresował, 
i który ma w sobie coś mrocznego. Udaje jej się zbliżyć do niego i poznać przerażającą, bardzo smutną i wzruszającą historię życia Adama i jego rodziny. Ich znajomość zamienia się w przyjaźń, a w którymś momencie wreszcie w miłość. Nie jest to jednak miłość prosta - Adam jest uczuciowym kaleką, do tego dwa razy starszym od Joasi. Połowę swojego dotychczasowego życia spędził w więzieniu, oskarżony i skazany za straszną zbrodnię, ma krew na rękach. Nic nie jest jednak takie jak się wydaje, pozornie oczywiste sprawy
wcale takimi nie są; zabójca nie zawsze jest zabójcą, a prawda - prawdą.


Na Autorkę zapewne obrazi się nie jeden mieszkaniec Podhala, gdyż Nurowska dość niepochlebnie i stereotypowo wyraża się o góralach. Wkłada w usta Joanny takie oto słowa:
"O mieszkańcach Podhala miałam jak najgorsze zdanie.Gdyby odrzucić te wszystkie legendy o ich niezależności i honorze, pozostaliby ludzie mali duchem, zawistni, broniący swego nawet wtedy, kiedy przekracza to granice zdrowego rozsądku."  Z jednej strony Autorka w swojej powieści uczy Czytelnika, by nie osądzać po pozorach; z drugiej sama trzyma się stereotypów i mierzy wszystkich jedną miarą.

Książka mi się podobała, ale tylko podobała. Historia w niej opowiedziana jest piękna, ale czegoś mi tutaj brakuje, czuję niedosyt. Temat został potraktowany chyba zbyt powierzchownie, "na szybko", jakoś tak...bezuczuciowo? 

Bardzo podoba mi się wydanie powieści, ładna okładka, a przede wszystkim naprawdę duże litery, dzięki którym książkę czyta się szybko i bez większego wysiłku.

Podsumowując, szału nie ma, ale czas spędzony z tą książką na pewno nie był zmarnowany :)
Moja ocena:
6/10

Do czego jesteśmy zdolni z miłości ??? Dean Koontz "Mąż"




Wyobraź sobie, że jesteś przeciętnie zarabiającym ogrodnikiem, który do szaleństwa kocha swoją żonę. Wyobraź sobie,że pewnego słonecznego, pięknego dnia dzwoni Twoja komórka,odbierasz i słyszysz przeraźliwy krzyk swojej drugiej połowy.
Wyobraź sobie, że musisz zdobyć dwa miliony dolarów,
aby kupić życie ukochanej osoby.
Co jesteś w stanie zrobić, aby ocalić życie małżonka???

 Książka "Mąż" Dean'a Koontz'a jest pierwszą przeczytaną przeze mnie powieścią tego Autora, który jest porównywany dość często do S.Kinga. Zanim zacznę coś czytać, mam 
w zwyczaju sprawdzanie opinii o danej pozycji w internecie - ta była określana przez Czytelników jako jedna z najsłabszych pozycji Autora. 

Słuchajcie - jeśli ta jest jedną z tych słabszych, 
to ja koniecznie muszę wiedzieć o czym są te lepsze !!!

  "Mąż" to rewelacyjna lektura - lekki, miękki język, króciutkie rozdziały i akcja, która sprawia, że z przejęciem brniemy dalej i dalej - to tylko niektóre zalety powieści. Prócz oczywistego thrillera, znajdziemy tu nawet niewielką dozę  humoru, 
a także - jak się łatwo domyślić - wspaniałą miłość. 
  Powieść ma kilka punktów kulminacyjnych, kiedy już wydaje  się, że wszystko jest jasne, nagle dzieje się coś nieprzewidywalnego i buuummm, zaczynamy od nowa !

 Jedynym mankamentem historii jest dla mnie taka oto, niewyjaśniona sprawa : w pewnym punkcie powieści główny bohater jest więziony i oprawcy zakładają mu kajdanki, 
w którymś jednak momencie Mitch  już ich nie ma, a nigdzie nie jest napisane jak się od nich uwolnił ! Być może ja coś przegapiłam,być może Autor nie doprecyzował... Jeśli uda Wam się rozwiązać tą zagadkę, napiszcie proszę 
w komentarzu lub w wiadomości prywatnej, bo jestem baaaardzo ciekawa !

Podsumowując, moja ocena dla tej powieści :
7,5/10 :)

środa, 4 czerwca 2014

Będę blogerką !!!

 Od pewnego czasu prowadzę mini-bloga na Facebooku (Co czytać ??? ). Założonego nie po to, by móc dumnie nazywać się blogerką, ale by dzielić się z ludźmi przeżyciami odnośnie książek, które przeczytałam. Zaczęło się jeszcze w szkole podstawowej: każdy wiedział, że jestem pożeraczem książek i tak się już jakoś utarło, że znajomi podpytywali mnie po jakie tytuły warto sięgnąć. Przyznam Wam się szczerze, że lubię tak doradzać, polecać, czasem ostrzegać przed jakąś lekturą ;) Facebookowy mini-blog przestał wystarczać, recenzji tam nie da się dłuższej napisać, bo brakuje znaków, a słowa pod wpływem emocji wywołanych książką chcą płynąć i płynąć... Dlatego jestem tutaj, troszkę oszołomiona i przestraszona, bo jestem informatyczną nogą i nie wiem, czy technicznie sobie poradzę, 
ale do odważnych świat należy :) 
Witajcie !