niedziela, 20 sierpnia 2017

"Tak sobie wyobrażałam śmierć" Johanna Mo [recenzja książki]


Helena Mobacke rok po śmierci synka wraca do pracy w policji. 
Na początek zostaje jej przydzielona z pozoru prosta sprawa. 
Ktoś wepchnął młodego chłopaka pod nadjeżdżające metro. Wraz 
z upływem czasu okazuje się, że śledztwo wcale  nie będzie proste. Helena skupia się na współczuciu rodzicom ofiary, a tymczasem ginie kolejna osoba. W mieście zaczyna szerzyć się panika, ludzie boją się metra, a policja jest daleka od odkrycia prawdy...

Skandynawskie kryminały to teren, na który zapuszczam się dosyć rzadko. Mam za sobą kilka nietrafionych tytułów, które skutecznie mnie do tej literatury zraziły. Jak udowodniła mi Johanna Mo - zupełnie niesłusznie.
"Tak sobie wyobrażałam śmierć" to książka, która ma w sobie wiele z tradycyjnego kryminału. Autorka dodała tu jednak ciekawy element jakim jest studium po stracie, jaką przeżyła Helena. 
Jej cierpienie po śmiercie dziecka jest obecne na każdej stronie tej powieści. To ono definiuje główną bohaterkę i jej działania. To ono sprawia, że Helena początkowo nie radzi sobie ze śledztwem 
i skupia się na rzeczach mało istotnych. Johanna Mo dokładnie 
i z dużą dozą empatii przedstawiła proces powrotu Heleny do teraźniejszości. Na oczach czytelnika bohaterka próbuje wrócić do codzienności, stanąć na nogi i nauczyć się powoli cieszyć się choćby z małych rzeczy. Niesamowicie jest obserwować ten proces i widzieć jak złamany przez życie człowiek chwiejnie wraca na swoje tory. Za ten element powieści olbrzymi plus dla autorki.
"Tak sobie wyobrażałam śmierć" to kryminał, który czytałam 
z przyjemnością, ale nie sprawił on, że miałam wypieki na twarzy. Po ten gatunek literacki (choć akurat nie kryminał skandynawski) sięgam bardzo często i naprawdę trzeba się natrudzić, żeby mnie czymś zaskoczyć. W przypadku tej książki dość szybko zaczęłam snuć teorię o tym, kto może być mordercą i okazało się, że byłam niebezpiecznie blisko rozwiązania zagadki. Powieść nie wbiła mnie w fotel i nie zmroziła krwi w żyłach, ale czytała się bardzo szybko 
i pozwoliła zrelaksować. Jestem ciekawa jak potoczyły się dalsze losy Mobacke i jeśli tylko pojawi się kontynuacja jej historii, 
z pewnością po nią sięgnę. 


Za książkę uprzejmie dziękuję Wydawnictwu Editio Black!