czwartek, 21 września 2017

"W linii prostej" Damien Boyd [recenzja książki]


Lubię czasem sięgnąć po książkę autora, o którym nigdy 
nie słyszałam. Wiąże się z tym ryzyko, że trafię na gniota, 
ale i nadzieja, że poznam kolejnego świetnego pisarza. Jak oceniam swoje pierwsze spotkanie z Damienem Boydem? Tego dowiecie się
w tym tekście.

Komisarz Nick Dixon zostaje poproszony o pomoc przez rodziców kolegi, który zginął w wypadku wspinaczkowym. Dixon nie wierzy, 
że Jake mógł popełnić błąd, który kosztowałby go życie, był zbyt dobry w swoim fachu. W trakcie śledztwa wychodzi na jaw, że Jake miał swoje tajemnice i pieniądze zdobywał niezbyt legalną drogą. Czy popełnione przez niego przestępstwo mogło być motywem zbrodni? A może to, 
co wydarzyło się tamtego feralnego dnia, faktycznie było wypadkiem?

"W linii prostej" to powieść, która ma zaledwie sto osiemdziesiąt kilka stron. Kiedy więc ją pierwszy raz zobaczyłam, stwierdziłam, 
że przeczytam w jeden wieczór. Stało się jednak inaczej, a to za sprawą początku książki, przez który ciężko było mi przebrnąć. Najeżony jest on słownictwem związanym ze wspinaczkami, a że jestem totalnym laikiem w tym temacie, męczyło mnie to i zniechęcało do dalszej lektury. Dopiero po jakimś czasie jeden z blogerów na instagramie powiedział mi, 
że z tyłu książki jest zamieszczony słowniczek z trudnymi pojęciami, 
to znacznie ułatwiło sprawę. 
Komisarz Nick Dixon to postać sympatyczna, jednak w mojej ocenie mało wyrazista. Jest to moje zastrzeżenie do prawie każdego 
z bohaterów powieści. Są sztywni i mdli, brakuje im iskry, która dodała by im trochę charakteru.
Co do samej fabuły, mam mieszane uczucia. Sama zagadka jest dość ciekawa, ale niestety, szybko odgadłam dużą część zakończenia. 
Na szczęście nie udało mi się zgadnąć całego, to uratowało tę powieść. 
"W linii prostej" to przeciętny kryminał, raczej po kolejne tomy 
z przygodami Dixona nie sięgnę. Książka sprawdzi się jednak dla kogoś, kto dopiero zaczyna czytać kryminały i nie lubi krwawych, mocnych opisów. Jeśli przebrniecie przez dość ciężki początek, potem idzie już gładko i przyjemnie. 
Tym razem nie udało się poznać pisarza, który powaliłby mnie na kolana. Szczęśliwym trafem książka nie okazała się też nie wartą czasu szmirą. To dobra powieść, która ma jednak kilka wad. 
Z pewnością jednak znajdzie swoich zwolenników. Jeśli będziecie mieli okazję, po prostu to sprawdźcie!



Za możliwość przeczytania powieści uprzejmie dziękuję Wydawnictwu Editio Black!