poniedziałek, 24 kwietnia 2017

"Firstlife. Pierwsze życie." Gena Showalter [recenzja książki]



W świecie, w którym żyje Tenley każdy ma dwa życia. W trakcie trwania pierwszego trzeba zdecydować, czy po śmierci dołączy się do jednej 
z dwóch frakcji: Trojki lub Miriady, czy może do końca pozostanie się Niezwerbowanym.
Tenley jest obdarzona niezwykłymi zdolnościami, dlatego Trojce 
i Miriadzie bardzo zależy, aby dziewczyna zasiliła właśnie ich szeregi. Robią wszystko, by ją przekonać i nie zawsze stosują czyste reguły gry. Nim Tenley dokona wyboru spotka ją wiele nieprzyjemnych niespodzianek, a jej życie zawiśnie na włosku.

Po przeczytaniu pierwszych 50 stron napisałam do Znajomej: 
" Firstlife jest super! Na pewno Ci się spodoba." 
Byłam zachwycona rozwijającą się fabułą, polubiłam dwóch męskich bohaterów i dowcip, jaki w niektórych fragmentach książki odnalazłam. Zapowiadało się świetnie. Z każdym kolejnym rozdziałem jednak zaczęłam czuć narastającą irytację. Denerwowały mnie wyrażenia głównej bohaterki, jak i ona sama. Dla mnie w połowie książki wybór był już oczywisty, a on wciąż się wahała i nie wiedziała czego chce. Myślała jedno, robiła drugie, nie było w jej zachowaniu logiki. 
Gena Showalter miała w głowie mnóstwo pomysłów na poprowadzenie akcji, ale niestety, wszystkie te pomysły postanowiła wykorzystać w "Firstlife". Efektem jest niewyobrażalny chaos na kartach powieści. Ciągle coś się dzieje, ale nie w sensie pozytywnym. Wiele z tych zdarzeń wcale nie jest potrzebne i tylko sztucznie zapycha powieść, mając prawdopodobnie za cel trzymanie czytelnika w napięciu. Mnie się, niestety, tylko żyłka z nerwów napinała. 
Ostatecznie czytałam tę powieść prawie miesiąc! Jest to egzemplarz recenzencki, więc nie wyobrażałam sobie go nie przeczytać do końca, ale z recenzją naprawdę grubo się spóźniam. Poczułam ogromną ulgę, że wreszcie przez tę książkę przebrnęłam. Spowodowała u mnie niewiarygodny zastój czytelniczy! To nie była powieść dla mnie.


Za książkę uprzejmie dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska!